poniedziałek, 22 września 2014

Pozostając w klimacie jogi kilka fotek z Mandali :)
ulubiona pozycja kanapką zwana,niezwykle przyjemna i wygodna zarówno na dole jak i na górze :)
skręcik :)

rozciągamy bioderka

nogi nie są moje tylko takiej jednej M ;)

stado psów z głową w dół 

A miniona sobota to szaleństwo w Kinetiku,się działo,się tańczyło,się spożywało,się śmiało,słowem cudnie było,i nawet warte to było kaca giganta który mnie wczoraj dopadł,mój organizm nie toleruje alkoholu,zły organizm!
ta ręka na moim kolanie do doktorka należy,właśnie bada mój staw kolanowy ;)))

ekipa wariatek z moją księgową włącznie
Fajna ekipa się nam zebrała na tej imprezie,chyba na naszej sofie najweselej było,i bardzo dobrze :)

poniedziałek, 15 września 2014

W życiu piękne są tylko chwile.
I ten weekend był piękny.Magiczny. Zabawny.Natchniony. Sympatyczny ;)
O znaczenie słowa sympatyczny toczę odwieczne walki z Jakubem,szoferem mym w tej wyprawie. W ten weekend też było dużo na ten temat mówione więc na pewno utrwalą się w mej pamięci te dni jako sympatyczne.
Zaczęło się od lekkiego kwasu gdyż jedna z pań jadących z nami focha strzeliła że ona jednak nie może mieszkac w pokoju z młodym mężczyzną i w ostatniej chwili J.,organizatorka wyprawy musiała różne hocki wyprawiac żeby nas jakoś poupychac. A że ja i niejaka M. napaliłyśmy się na nocowanie w towarzystwie młodego mężczyzny więc pózniej my strzeliłyśmy focha że czemu on z nami nie śpi. Ja to jeszcze spokojna jestem i foch głownie wewnętrzny był ale M to ogień jest i dym niezły zrobiła. Zostało jednak jak zostało. A z M sie chyba zaprzyjażnię, dyszkę ode mnie starsza ale duchem 18ka z niej jest 
poranno-niedzielne picie kawy ;)

Cztery seanse praktyki jogi zaliczyliśmy,pot się lał litrami,jeszcze nigdy tyle nie praktykowałam w tak krótkim czasie,ręce i ramiona mam mocno zmęczone,ale co tam ;)
Bardzo fajna grupa się zebrała,były dzieci w różnym wieku,furorę robiła dwuletnia Zuzia której bardzo się nie podobało że mama ją zostawia na tak długo i krzyczała pod drzwiami-Mama,joga nie,mama chodz!!!
Sobotnio-wieczorna joga zakończona była półgodzinnym relaksem połączonym z rozluznianiem 61 punktów w ciele,ja jako ostatni pamiętam prawy łokiec,który występował może jako 15ty ;) Z całej grupy może dwie osoby nie usnęły,reszta się radośnie rozlużniła w całosci,nie tylko w 61 punktach.
Jedzonko wege-pycha! No,może oprócz ziemniaków pieczonych,ale tu chyba zawinił gatunek ziemniaków a nie to że smalcu i boczku w nich nie było. Ale reszta-niebo w gębie,obżeraliśmy się nieprzyzwoicie bo wszystkiego trzeba było spróbowac,wszystko kusiło. Ja przełamałam koleine swoje tabu kulinarne,tzn kaszę gryczaną której nie znosiłam a tam zjadłam i nie padłam z zachwytu ale było ok. 
Ośrodek fajnie zrobiony,jakby ktoś chciał zobaczyc  Mandala. Tam raczej nie przyjmują osób prywatnych tylko właśnie grupy,najchętniej joginów bo wiadomo że to spokojni ludzie ;) W regulaminie jest zakaz picia alkoholu więc moje wisienki zostały pożarte w pięc minut a 100ml sopliy pigwowej przywiezionej przez dziewczyny piliśmy w 6 osób ;)
Dojazd masakryczny,udało nam się pobłądzic koncertowo ale nikt nie dojechał bez błądzenia,choc nam to najlepiej wyszło,na inną górę wyjechaliśmy i wprawilismy w stan szoku mieszkańców do któych nikt nie jeżdzi bo jedzie się tam wąską leśną ścieżynką. W zimie się chyba w ogóle nie jeżdzi,nie wiem jak tam można życ...
No ale szofera miałyśmy niezawodnego więc w końcu trafiliśmy do celu :)
Reset psychiczny zaliczyłam niesamowity,odlot po prostu,praktyka przy takich widokach jest naprawdę niesamowitym przezyciem a przebywanie w towarzystwie pozytywnych wariatów zawsze mi dobrze robiło na samopoczucie.



obiad naszego szofera po dwóch dniach bez mięska ;)))

wtorek, 9 września 2014



Przespac,przeczekac trzeba mi...
Są takie dni że snuję się jak plazma,energia życiowa jest lata świetlne ode mnie a krzywe spojrzenie kota potrafi mnie do łez doprowadzic...
Premenstrual syndome...lepiej brzmi niż zespół napięcia przedmiesiączkowego.
I czemu pozwalam żeby hormony moim życiem rządziły?
Zajadam doła baryłkami z likierem,wieczorem spalę na rowerze,a jak nie spalę znów mi tyłek urośnie i będę miec powód do kolejnego doła.
Kota mnie nie lubi. Ucieka,chowa się. Ja ją łapię,smaruję maścią,wstrzykuję do pyszczka paskudne lekarstwa. Kojarzę się jej z wizytami u weta,stresem,igłami. Wybaczy mi to kiedyś?
Za to wczoraj udało mi się wieczorem przytulic Kornelkę,ma chyba syndrom odrzuconego kota bo ostatnio uwaga wszystkich na Klementynie była skupiona. Wieczorem udało mi się wtulic w jej szorstkie futerko,mruczenie uśpiło nas obie.
Powinnam się zebrac,praca czeka,jak ja bym się chciała tego okropnego niechcieja pozbyc...

poniedziałek, 1 września 2014

Zaczynam sobie przypominac jak to jest miec w domu niemowlę...
Tyle że takie futerkiem porośnięte.
Takie co ponoc zawsze na cztery łapy spada.
Moja Klementyna  nie wiadomo co zrobiła ale roztrzaskała kolanko na miazgę. I od dwóch tygodni występuje jako trzynoga inwalidka.
Po początkowej fazie buntu zakończonej widowiskowym samodzielnym zdjeciem opatrunku pogodziła się z losem. Mam wrażenie że nawet się jej spodobało.
W sumie łaj not???
Zawsze ktoś przy kocie siedzi,otula kocykiem,podaje pod paszczę żarełko i wodę,nosi do kuwety. Kot sobie może focha szczelac a zmartwione człowieki zgadują o co futrzakowi chodzi. 
Wczoraj miałam wrażenie że wrosła we mnie,w sobotę wieczorem pojechaliśmy na pieczone więc kota z babcią została,niedobory mamusi się w niej odezwały i całą niedzielę spędziła wtulona we mnie,żeby nie powiedziec wczepiona pazurami,całkiem gustowne ślady na ramieniu mam.
Ciekawa jestem bardzo czy jej to na dłużej zostanie,ona taka najbardziej "osobna" wcześniej była,unikała głaskania jak ognia.
Byle do piątku,w piątek kolejna wizyta u weta i decyzja czy sztywny opatrunek można zdjąc i zastąpi go miękkim czy dalej będziemy się z niemowlakiem pieścic...

duecik ;)

niedzielny relaks na zielonej trawce

kot odsypia noc pełną wrażeń,pańcia idzie do pracy ;)

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Odwiedził mnie ostatnio kuzyn mieszkający w Anglii,też ma tam domek i ogródek,mniejszy od mojego. Ale jego żona jako pracowita pszczółka grządki zagospodarowała,wszystko od linijki,równiutko,tu nie wolno stanąc,tam nie wolno wejśc,spcerek tylko chodniczkiem.
Na widok mojego chaosu zachwycił się,bo mój ogród odbiciem duszy mej jest ;)
Chodzic można wszędzie,Miśka żadnego sacrum nie uznaje,rośnie to co przetrwa jej udeptywanie a nawet obgryzanie,zdarzyło się jej na wiosnę pół rododendrona urwac,mało nie ubiłam cholery! Doły też piesunia kopie popisowe,czasem tylko ogon widac z dziury.
Ostatnio stół podkopała,cffaniara.

pszczółka w daliach się pasie :)

clematisek co nie dał się ślimakom zjeśc

drugie kwitnienie magnolii

leśny zakątek czyli maliny i jeżyny

aronie i jeżyny,teraz już się w alkoholu namaczają ;)

brzoskwinki

nasza winnica

huśtawka w winnicy

różyczka

o tę skarpę wielką walkę z Michaliną stoczyłam!

środa, 9 lipca 2014




Się ma zwierzyniec,się wizyty u weta zalicza. Ostatnio jakby rzadziej ale dziś z racji tego że męże wcześniej z pracy wrócili postanowiliśmy hurtem zwierzynki trzy do szczepienia zawieżc. Psicę znaczy się i Pręgowane Paskudy. Pogoda nie teges więc wszystkie w domu siedziały,znaczy się spały każda w innym łóżku.
Tradycyjnie PP jeżdziły w jednym transporterze,ciasno im bywało ale dawały radę. Dziś jednak focha szczeliły popisowego,odbyło się rytualne fuczenie i warczenie połączone z parskaniem i drapaniem tego co w zasięgu.
W efekcie Klementyna została wewnątrz nosidła,Kornela zaś prysnęła w dal. Dopadłam jednak pryśniętą i naiwnie stwierdziłam że przecież na rękach ją wezmę. He he. Wzięłam.Nawet do auta doniosłam. Jak ujrzała że wsiadac planujemy odbiła się ode mnie i poszła w pizdu. Zostawiając gustowne zarysowania z pazurków na moim brzuchu.
No i tym sposobem pojechaliśmy tylko z dwójką,Michalina oprócz szczepienia zaliczyła manicure i pedicure,Klementyna nie bawi się w takie pierdoły,w końcu kot MUSI miec pazury ;)
Wróciliśmy do domu,marnotrawna Kornela wróciła na salony gdyż kociątko moje jednak za zimnem i deszczem nie przepada. Więc sru ją do transportera i z powrotem do weta. Zniżkę dostałam za hurtową ilośc zwierząt szczepionych.
Teraz towarzystwo śpi po kątach,mogą byc osłabione bo szczepionki w wersji na bogato im zafundowałam,zaliczyłam już leczenie psa z parwowirozy i nosówki,wole dmuchac na zimne.
ekstaza ;)

kocie przytulanki

kocio-psie przytulanki

poniedziałek, 30 czerwca 2014




To już jutro moje dzieci wsiądą do pociągu,mam nadzieję nie byle jakiego. W końcu spędzą w nim kilkanaście godzin. A potem przed nimi trzy tygodnie wakacyjnych przygód :)
Ja zostałam skazana na leżakowanie. Coś jakby mi strzeliło w stopie,wrażenie było jakby się sznureczek zrywał. No i skończyło się rumakowanie. Zostają szachy. Każdy krok jest wyzwaniem. Dziś ciut po sklepach pochodziłam dokupując chłopakom brakujące rzeczy na obóz. No i teraz sobie zalegam nie wiedząc jak nogę ułozyc coby jej dobrze było. 
Oczywiście żeby złośliwości losu było zadośc internet mi szwankuje i utrudnia oglądanie serialików,dzwoniłam się na neozdradę poskarżyc,miły pan kazał mi router wymienic bo to ponoc jego wina. Ale to dopiero jutro,dziś juz mi się nie chce.
Nie mam co czytac,chyba trzeba będzie bibliotekę nawiedzic.
W sobotę całkiem miła imprezka przy grillu się odbyła,dużo śmiechu i radości było,objedliśmy się do wypęku,warzywka grillowane furorę robią :)

Nie wiem jak wytrzymam bez cwiczenia,siedzę w domu i tak mi dziwnie jest,moja grupa właśnie kończy rozgrzewkę na bieżni :(((

środa, 25 czerwca 2014




Jedna z moich ukochanych piosenek Zakopowera. O tym co minęło. I nie wróci.
A koncercik w Libiążu mrrrrr był,tłum na dzień dobry nas ciut przeraził ale okazało się że najwięcej osób jest przy kiełbaskach i piffku,natomiast pod sceną luzik totalny,niemalże dotknąc mogłyśmy naszego ulubieńca,oczka napasłyśmy widokiem,uszy nakarmiłyśmy głosem,w trakcie solówki właśnie w Kropli wody Sebastian tradycyjnie zerwał strunę w smyczku.




A to już wianki,tradycyjnie biel i wianki królowały,dobre humory też,moje brownie jak zwykle pożarte zostało do ostatniego okruszka,mimo że komuś udało się w nie wleżc i ciut przygnieśc. Przez papier na szczęście ;) Jubilat torta zabrał do domu,ponoc rewelacyjny był ;)


Za pół roku sobie takiego na 40kę będę robic...

"Kieby jesce tak młodośc nam sie wróciła
juz nie wróci się bo wodą popłynena...."

niedziela, 15 czerwca 2014




  Zalecenie lekarza brzmi-leżec z nogą ułożoną wysoko,wskazana pełna obsługa pacjentki. Kocham mojego doktorka :) Blokadę w piętę mi dziś wstrzyknął,ma to zmniejszyc stan zapalny rozscięgna i sprawic ze będę mogła normalnie funkcjonowac. Chodzic i biegac. Skakac nie muszę,nie lubię ;)
   No więc leżę.nóżka ułożona wyżej,laptop na kolankach,w tle X-man oglądany przez męża.
Nie wiem jak ja przeżyje ten dzień! Nosi mnie!

A za tydzień tradycyjne kinetikowe wianki,biel szat i kwiecie na głowie,oj będzie się działo :) Przyjaciel akurat 40kę będzie obchodził,piekę mu torta brownie,bo jak kiedys mi powiedział ma takie marzenie-miec całe brownie tylko dla siebie. Będzie je miał :) Dla reszty towarzystwa upiekę osobno a torcik będzie tylko dla M.

Po wiankach w niedzielę wybieramy się również kinetikową ekipą na koncert Zakopowera,grają w sąsiedniej miejscowości na dniach miasta. W planach oddanie wianków Sebastianowi ;) To będzie intensywny weekend ;D

środa, 4 czerwca 2014



No,jeszcze nie na wakacje,na razie na wycieczki. Starszy Gad zgodnie z gimnazjalną tradycją ruszył na podbój Włoch,na 10 dni. Otrzymałam od niego następujące smsy "Mamo,zapomniałem ładowarki,przyślij mi" No chyba gołębiem,bo wycieczka objazdowa,co noc gdzie indziej śpią więc małe szanse na odnalezienie adresata. "Mamo,czemu mi balsamu po opalaniu nie spakowałaś,spaliłem stopy i kark" tiaaaa,przecież Gad rączek nie posiada,rozumu jak widac też nie,mamusia nie zapakowała to maleństwo nie posiada. Spytałam grzecznie czy tam sklepów nie ma i nie może nabyc na miejscu rzeczonego balsamu? No nie wpadł na to. Ale jak mamusia mózg na własciwy tor naprowadziła okazało się że się da. Kupił balsam.
Wczoraj wieczorkiem sms "Byliśmy w Maribilandii,wydałem tylko 13 euro" Starszy Gad sępem z natury jest,nie po mamusi. Odpisałam żeby jednak jakies przyjemności sobie zafundował a nie tylko ściubił kasę. Aczkolwiek znowu w euro nie opływa,dałam mu 50,przynajmniej durnych pamiątek nie nakupuje.

A w kupowaniu durnych pamiątek miszczem jest Młodszy Gad który pojechał na dwudniową wycieczkę w Góry Stołowe. Ech....to moje miejsce na świecie. Jeśli miałabym miec gdzies siedlisko na końcu świata byłoby właśnie tam. W Radkowie najchętniej. Tam byłam szczęśliwa. Fakt,dzieckiem byłam,nie ważne było że w sklepach nic nie ma,ważne było towarzystwo koleżanek i kolegów,pogoda,basen,zalew. Do dzis letnie zapachy przenoszą mnie błyskawicznie właśnie do Radkowa. Zapach kwitnących dzikich róż,rozgrzanych podkładów kolejowych,asfaltu parującego na deszczu. To se ne wrati. Ale dobrze że było :)

No,ale o Gadzie miało byc,co to kase musi do ostatniego grosika wydac. Zwozi jakies statki w butelce,góralskie kapelusze,obrazki,szklane kule itp. Stawia to potem na półce i zapomina odkurzac. Wrrrrrrrrrr. Właśnie dzwonił że wyjeżdżają. Koło 19ej pewnie będą w domu.

A 1 lipca wysyłam obydwa Gady na 25 dni nad morze na obóz harcerski. Bez telewizora,komputera,konsoli. Odtrują się ;)