piątek, 9 stycznia 2015




No i stało się.
Dziś są moje urodziny.Zmiana kodu. Już nie mam 30 lat.
I jako że smutek mam we krwi i mogłabym długo o tym jak mi żle i niefajnie to dziś będzie o tym co jest dobre i fajne.I mam za co dziękowac Losowi.
Fajnych chłopaków mam w domu. Wkurzają mnie czasami ale są ok ;)
Jeszcze fajniejsze mam dziewczynki,kudłate są i na czterech łapach chodzą ale to nie zmienia faktu że kocham je bardzo. Takie wtulone,mruczące futerko niesie ukojenie.
Mam trzy siostry,nie biologiczne a duchowe,są rekompensatą za trzech braci ;) Każda inna,każda jedyna w swoim rodzaju,unikatowa. Wiem że mogę na nie liczyc zawsze i wszędzie. Zabawa z nimi jest zawsze szalona,codziennośc nabiera rózowego odcienia a smutki dzielą się na pół.
Szczęściarą jestem że mogę byc częścią Dworca Centralnego,gdzie są konduktorki z całej Polski,a nawet i spoza niej,gdzie każdy problem można przegadac i zawsze można liczyc na wsparcie.
Jest mój Kinetik ukochany,gdzie poznałam wielu fajnych ludzi,gdzie dowiedziałam się do czego zdolne jest moje ciało wspomagane przez duszę bo przecież wszystko jest w naszych głowach. No i uzależniłam się od endorfin a to bardzo fajne uzależnienie jest ;)
Podsumowując-przez te 40 lat co minęło i nie wróci już po prostu miałam szczęście do ludzi. Niech ono trwa przez kolejne 40.Reszta się jakoś poukłada...

poniedziałek, 15 grudnia 2014





13.12 od lat jest datą symboliczną. W tym roku mało politycznie,choc przewijała się w tekstach piosenek,w tym dniu odbył się koncert Sztywnego Pala Azji. 
Koncert w pierwszym składzie,prawie pierwszym,bo jeden z nich już niestety nie żyje.
Koncert który z pewnością był wielkim stresem i wyzwaniem dla Leszka Nowaka. Powrót przed własną publicznośc,we własnym mieście z pewnością jest stresem. I ten stres było widac w pierwszej piosence. W drugiej był już mniejszy. W trzeciej zagubił się w śpiewie publiczności. 
Koncert odbywał się  w kinie,miejsca były siedzące. Jak można siedziec na koncercie rockowym????Wytrzymałyśmy z Megi może pięc piosenek potem pognałyśmy pod scenę. I w końcu było tak jak powinno byc ;)
Leszek zdarł gardełko. Zmusiliśmy ich do kilku bisów. Była cała pierwsza płyta,było kilka kawałków z drugiej,było Turururum coby Kisiński mógł też sobie pospiewac,zabrakło niestety Lindy na zakończenie piosenki,no ale nie można miec wszystkiego
Było magicznie,było energetycznie,było niesamowicie.
Ja wiem że mam hopla na punkcie tego zespołu,to jest totalnie MOJA muzyka,na niej się wychowałam,już jako niewielkie dziecię pogowałam pod sceną gdy grali Sztywni. 
Przed Sztywnymi zagrał zespół w którym śpiewa syn Leszka,Maciek. Jest świetny! Ma mocny głos,fajną barwę,widac że pracuje nad swoimi umiejętnościami. Ma oczy i fryzurę jak tatuś 25 lat temu ;) Bardzo bym chciała żeby mu się udało,mało na naszym rynku muzycznym jest klasycznego rocka.
Aaa,Leszek mówił że pisząc Wieżę miał nadzieję że to będzie dobra piosenka ale nie spodziewał się że stanie się aż tak popularna. A Wieża jest po prostu piękna... Tekst,muzyka,wszystko jest takie jak powinno byc. No i głos Leszka....
Mimo że stałam pod sceną mało co nagrałam,zbyt byłam rozemocjonowana i skupiona na śpiewaniu,ale ma byc oficjalne DVD :)
Na zakończenie,takie po 115 bisach zaśpiewali Nasze reagge. I korzystając z tego że publicznośc śpiewała "nie wolno wznosic się za wysoko" po kolei uciekali ze sceny ;) Ostatni został perkusista,który na znak że już nie gra wyrzucił pałeczki pod scenę.
W końcu to starsi panowie,urodzeni w latach sześcdziesiątych!

czwartek, 4 grudnia 2014



Ponoc to hymn lesbijek jest. Dla mnie to pochwała babskiej przyjażni. Bo taka istnieje. Wbrew temu że tylko faceci potrafią byc jak Zawisza a baby to małostkowe i dogadac się nie potrafią.
A może to ja jestem szczęściarą że mam trzy przyjaciółki? I stado niezawodnych kumpelek? 
Natura obdarzyła mnie trzema bracmi i dwoma synami.
Była też tak łaskawa że obdarzyła mnie Megi. Miałam trzy miesiące gdy zjawiła się w mieszkaniu naprzeciwko. Nasza przyjażń była nieunikniona. Razem stawiałyśmy pierwsze kroki,razem czytałyśmy pierwsze bajki,razem chodziłyśmy robic siku i nie tylko. Jedna siedziała na właściwym miejscu,druga na wannie i gadałyśmy. Przecież szkoda było tracic cenny wspólny czas. Megi chodziła do przedszkola znajdującego się koło naszego bloku więc bawiłyśmy się przez siatkę,ona na przedszkolnym placu zabaw,ja na osiedlowym. Jej Tata nauczył mnie jeżdzic na rowerze,mój wtedy wolał bujac w świecie.
Siłą rzeczy ta nasza przyjażń miała różne etapy,oddalałyśmy się i zbliżałyśmy ale zawsze mogłyśmy na siebie liczyc. Znamy się tak dobrze że nic nie musimy tłumaczyc bo całe życie spędziłyśmy razem.
Tośka to miłośc na odległośc,znajomośc początkowo wyłącznie netowa,6 lat temu zaczęłyśmy gadac i przestac nie możemy do dziś. Wiele razem przeszłyśmy,net pozwala na szczerośc więc może i dlatego łatwiej było nam o wielu rzeczach napisac niż powiedziec w oczy. Choc odległośc bywa upierdliwa gdy chciałoby się pomóc realnie a nie tylko pisac że wspieram i tulam. I zaciskac kciuki myśląc co tam się dzieje i jak ona sobie radzi z wybojami życiowymi...
Geri to znajomośc z Kinetika,poznałyśmy się na zumbie. Padłam na kolana przed jej urodą,jest totalnie,klasycznie piękna. Byłyśmy na podobnym etapie budowy domów więc ten temat też nas połączył. Póżniej okazało się że łączy nas dużo więcej,mamy podobne podejście do wielu spraw, nasi mężowie są z tego samego rocznika i zaprzyjażnili się momentalnie ;)
Ostatnio udało się zebrac wszystkie siostry razem,mimo odległości, Tosianna mnie odwiedziła a reszta zjawiła się świętowac imieniny męża mojego. 
I myślę że była to jedna z lepszych imprez w ostatnim czasie!
Oprócz tej trójcy jest wokół mnie jeszcze kilka bliskich kobiet na które wiem że mogę liczyc,które są dowodem na to że baby to nie tylko ploty i obgadywanie ale też wsparcie,chocby na odległośc.
Siła sióstr działa :)

poniedziałek, 3 listopada 2014



Tak mi jest ostatnio...

piątek, 26 września 2014


Rośnie moja fascynacja jogą. Szatan dobiera się do mojej duszy ;)))
Prędzej do ciała,choć joga bez duchowosci i pracy nad umysłem jest tylko hinduskim stretchingiem,jak mówi moja instruktorka. Tyle że nie chodzi tu o zmianę wiary,religii,a właśnie o zastanowienie się nad tym jak stan ducha wpływa na możliwości fizyczne. 
To co mnie inspiruje i staram się to wprowadzać w życie to to że nie cel jest ważny a prowadząca do niego droga.Jestem niecierpliwa,chcę już i natychmiast tymczasem trzeba sie pogodzić z faktem że pewne zmiany wymagaja czasu. Uważne obserwowanie jak te zmiany postępują może być fascynujące. I bardzo pouczające. Inne doznania są zaraz po wejściu w daną asanę,inne gdy trwa się w niej minutę.
Pozycje równoważne,zwłaszcza ukochane moje drzewo są trudne gdy w głowie chaos,mysli pędzą i zaburzają stabilność. Trzeba je wyciszyć,oddalić,wtedy można trwać jak ten dąb. Inaczej jest się osiką na wietrze ;) 

Są pozycje które przychodzą łatwo,każdy ma okreslone predyspozycje. Są takie gdzie ciało ogranicza możliwość ruchu i właśnie nad nimi powinno się najwięcej pracować.
Ja mam problem z barkami,mam w nich oraniczoną ruchomość ale widzę jak te cztery lata ćwiczeń zmieniły mój zakres ruchu. Wprawdzie nigdy nie uda mi się spiąć rąk z tyłu ale mam nadzieję nie mieć nigdy problemu z zapinaniem biustonosza z tyłu ;)
W trakcie tego warsztatów jogi w Mandali,gdzie były 4 praktyki ciało zupełnie inaczej reagowało,mimo zmęczenia mięśnie były elastyczne i chętne do współpracy.Noo,zdarzało się plaśniecie na matę przy setnej chaturandze,ale to wypadek przy pracy ;)
Fitness juz mi się znudził,joga wciaż fascynuje :)

wtorek, 23 września 2014


Smętny dzień. Dzień który najlepiej przespac,przeczekac,zawinąc się pod kocykiem i przytulic ciepłego mruczącego kota.
Pierwszy dzień jesieni. 
Jesień może byłaby i fajna gdyby nie zapowiadała nadejscia pluchy,zimna i mrozu.
Jestem ciepłolubna,zimno żle mi robi na duszę i na urodę. Wpędza w dolne stany samopoczucia. Dziś nawet fitness odwołałam,nie chce mi się jechac.
Coraz mniej mi się chce. 
Czemu nie mogę zapaśc w sen zimowy???

poniedziałek, 22 września 2014

Pozostając w klimacie jogi kilka fotek z Mandali :)
ulubiona pozycja kanapką zwana,niezwykle przyjemna i wygodna zarówno na dole jak i na górze :)
skręcik :)

rozciągamy bioderka

nogi nie są moje tylko takiej jednej M ;)

stado psów z głową w dół 

A miniona sobota to szaleństwo w Kinetiku,się działo,się tańczyło,się spożywało,się śmiało,słowem cudnie było,i nawet warte to było kaca giganta który mnie wczoraj dopadł,mój organizm nie toleruje alkoholu,zły organizm!
ta ręka na moim kolanie do doktorka należy,właśnie bada mój staw kolanowy ;)))

ekipa wariatek z moją księgową włącznie
Fajna ekipa się nam zebrała na tej imprezie,chyba na naszej sofie najweselej było,i bardzo dobrze :)

poniedziałek, 15 września 2014

W życiu piękne są tylko chwile.
I ten weekend był piękny.Magiczny. Zabawny.Natchniony. Sympatyczny ;)
O znaczenie słowa sympatyczny toczę odwieczne walki z Jakubem,szoferem mym w tej wyprawie. W ten weekend też było dużo na ten temat mówione więc na pewno utrwalą się w mej pamięci te dni jako sympatyczne.
Zaczęło się od lekkiego kwasu gdyż jedna z pań jadących z nami focha strzeliła że ona jednak nie może mieszkac w pokoju z młodym mężczyzną i w ostatniej chwili J.,organizatorka wyprawy musiała różne hocki wyprawiac żeby nas jakoś poupychac. A że ja i niejaka M. napaliłyśmy się na nocowanie w towarzystwie młodego mężczyzny więc pózniej my strzeliłyśmy focha że czemu on z nami nie śpi. Ja to jeszcze spokojna jestem i foch głownie wewnętrzny był ale M to ogień jest i dym niezły zrobiła. Zostało jednak jak zostało. A z M sie chyba zaprzyjażnię, dyszkę ode mnie starsza ale duchem 18ka z niej jest 
poranno-niedzielne picie kawy ;)

Cztery seanse praktyki jogi zaliczyliśmy,pot się lał litrami,jeszcze nigdy tyle nie praktykowałam w tak krótkim czasie,ręce i ramiona mam mocno zmęczone,ale co tam ;)
Bardzo fajna grupa się zebrała,były dzieci w różnym wieku,furorę robiła dwuletnia Zuzia której bardzo się nie podobało że mama ją zostawia na tak długo i krzyczała pod drzwiami-Mama,joga nie,mama chodz!!!
Sobotnio-wieczorna joga zakończona była półgodzinnym relaksem połączonym z rozluznianiem 61 punktów w ciele,ja jako ostatni pamiętam prawy łokiec,który występował może jako 15ty ;) Z całej grupy może dwie osoby nie usnęły,reszta się radośnie rozlużniła w całosci,nie tylko w 61 punktach.
Jedzonko wege-pycha! No,może oprócz ziemniaków pieczonych,ale tu chyba zawinił gatunek ziemniaków a nie to że smalcu i boczku w nich nie było. Ale reszta-niebo w gębie,obżeraliśmy się nieprzyzwoicie bo wszystkiego trzeba było spróbowac,wszystko kusiło. Ja przełamałam koleine swoje tabu kulinarne,tzn kaszę gryczaną której nie znosiłam a tam zjadłam i nie padłam z zachwytu ale było ok. 
Ośrodek fajnie zrobiony,jakby ktoś chciał zobaczyc  Mandala. Tam raczej nie przyjmują osób prywatnych tylko właśnie grupy,najchętniej joginów bo wiadomo że to spokojni ludzie ;) W regulaminie jest zakaz picia alkoholu więc moje wisienki zostały pożarte w pięc minut a 100ml sopliy pigwowej przywiezionej przez dziewczyny piliśmy w 6 osób ;)
Dojazd masakryczny,udało nam się pobłądzic koncertowo ale nikt nie dojechał bez błądzenia,choc nam to najlepiej wyszło,na inną górę wyjechaliśmy i wprawilismy w stan szoku mieszkańców do któych nikt nie jeżdzi bo jedzie się tam wąską leśną ścieżynką. W zimie się chyba w ogóle nie jeżdzi,nie wiem jak tam można życ...
No ale szofera miałyśmy niezawodnego więc w końcu trafiliśmy do celu :)
Reset psychiczny zaliczyłam niesamowity,odlot po prostu,praktyka przy takich widokach jest naprawdę niesamowitym przezyciem a przebywanie w towarzystwie pozytywnych wariatów zawsze mi dobrze robiło na samopoczucie.



obiad naszego szofera po dwóch dniach bez mięska ;)))

wtorek, 9 września 2014



Przespac,przeczekac trzeba mi...
Są takie dni że snuję się jak plazma,energia życiowa jest lata świetlne ode mnie a krzywe spojrzenie kota potrafi mnie do łez doprowadzic...
Premenstrual syndome...lepiej brzmi niż zespół napięcia przedmiesiączkowego.
I czemu pozwalam żeby hormony moim życiem rządziły?
Zajadam doła baryłkami z likierem,wieczorem spalę na rowerze,a jak nie spalę znów mi tyłek urośnie i będę miec powód do kolejnego doła.
Kota mnie nie lubi. Ucieka,chowa się. Ja ją łapię,smaruję maścią,wstrzykuję do pyszczka paskudne lekarstwa. Kojarzę się jej z wizytami u weta,stresem,igłami. Wybaczy mi to kiedyś?
Za to wczoraj udało mi się wieczorem przytulic Kornelkę,ma chyba syndrom odrzuconego kota bo ostatnio uwaga wszystkich na Klementynie była skupiona. Wieczorem udało mi się wtulic w jej szorstkie futerko,mruczenie uśpiło nas obie.
Powinnam się zebrac,praca czeka,jak ja bym się chciała tego okropnego niechcieja pozbyc...

poniedziałek, 1 września 2014

Zaczynam sobie przypominac jak to jest miec w domu niemowlę...
Tyle że takie futerkiem porośnięte.
Takie co ponoc zawsze na cztery łapy spada.
Moja Klementyna  nie wiadomo co zrobiła ale roztrzaskała kolanko na miazgę. I od dwóch tygodni występuje jako trzynoga inwalidka.
Po początkowej fazie buntu zakończonej widowiskowym samodzielnym zdjeciem opatrunku pogodziła się z losem. Mam wrażenie że nawet się jej spodobało.
W sumie łaj not???
Zawsze ktoś przy kocie siedzi,otula kocykiem,podaje pod paszczę żarełko i wodę,nosi do kuwety. Kot sobie może focha szczelac a zmartwione człowieki zgadują o co futrzakowi chodzi. 
Wczoraj miałam wrażenie że wrosła we mnie,w sobotę wieczorem pojechaliśmy na pieczone więc kota z babcią została,niedobory mamusi się w niej odezwały i całą niedzielę spędziła wtulona we mnie,żeby nie powiedziec wczepiona pazurami,całkiem gustowne ślady na ramieniu mam.
Ciekawa jestem bardzo czy jej to na dłużej zostanie,ona taka najbardziej "osobna" wcześniej była,unikała głaskania jak ognia.
Byle do piątku,w piątek kolejna wizyta u weta i decyzja czy sztywny opatrunek można zdjąc i zastąpi go miękkim czy dalej będziemy się z niemowlakiem pieścic...

duecik ;)

niedzielny relaks na zielonej trawce

kot odsypia noc pełną wrażeń,pańcia idzie do pracy ;)