wtorek, 29 listopada 2016

Płynę z prądem. Dni mijają jeden po drugim a ja jestem jakby gdzieś obok. Niby rejestruję co się dzieje,uczestniczę w wydarzeniach,pracuję,joguję,kuringuję i kwoczę.
Ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć czy dane zdarzenie było wczoraj czy tydzień temu. Może miesiąc? Przecież wszystkie dni są takie same.
Ostatnio nawet nie czytam,wolne chwile spędzam układając pasjansa na telefonie. Tracę czas.
Nie lubię końcówki roku,krótkich dni,wszechobecnej szarości,podsumowań i przyrzeczeń że od nowego roku się zmienię.
Chcę zakopać się w ciepłej gawrze mojego łóżka,przytulić mruczącego kota i spać,spać,spać. Aż do czasu gdy wiosenne słońce obudzi mnie obietnicą nowego...



2 komentarze:

  1. Koniec roku zwykle bywa męczący. Ja tam żadnych podsumowań ani postanowień nie robię. Los okazuje się bardziej przychylny gdy ma wolną rękę . Miłego wieczoru.

    OdpowiedzUsuń