niedziela, 1 lipca 2012

Pewnosc siebie

   Towar absolutnie deficytowy dla mnie.
Patrze z zadziwieniem na ludzi znajacych swoją wartosc,świadomych jej. Ja wciaz szukam potwierdzenia.
Choc widze postepy-coraz lepiej mi idzie mówienie-taka jestem i albo mnie akceptujesz albo nie. Ja nie zawsze musze sie dostosowywac.
Dzisiejszy dzień upalny do bólu,ale tak niewiele tych gorących chwil ze nie narzekam,napawam sie ciepełkiem.
Chyba burza nadchodzi...

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Wianki czyli noc świętojańska

 Sobotnia noc upłyneła pod hasłem "wiła wianki i puszczała je po falującej wodzie" ;)))

W moim ulubionym klubie odbyła sie impreza tematyczna,jak widac strój obowiązywał biały,hehehehehe,ostatni raz cała na biało byłam na włąsnym ślubie ;) 13 lat temu to było...ale to na inna historie temat.

Wianka na głowe nie planowałam brac,zmobilizował mnie telefon Marzenki,ze jak to nie,wianek must be. Wiec był. Co sie naklęłam przy jego robieniu to moje ;)

Rózne były te wianki,i polne,i wykwintne,i sztuczne,jury miało zapewne problem który wybrac.















Pobalowałam do 0.30,świadomosc ze w niedziele trzeba isc do pracy nie pozwoliła isc na całosc.Do domu wróciłam ze zdartym gardłem i mocno nadwyręzoną nogą,na imprezie działało znieczulenie wiec potańczyłam zbyt wiele. Dzis leze i regeneruje nózkę ;)

I tak sobie mysle ze ciesze sie ze zmobilowałam sie kiedys tam i poszłam do Kinetika.Moim celem była praca nad ciałem jednak okazało sie ze tam i nad dusza mozna popracowac,poznałam fantastycznych ludzi,otworzyłam sie,a mocniejsze miesnie to superbonus ;)

niedziela, 10 czerwca 2012

Kocie zycie

    Zawsze marzyłam o kocie. Bo ja kocia nature mam. W chińskim horoskopie tygrysem jestem,mam dusze w paski. I moje koty tez sa w paski. Cudne dachowce ;)


    Dwie adoptowane dziewczynki mam,Kornelię i Klementyne,przez trzy tygodnie wkradły sie w moje serce mocno,zreszta nie tylko w moje,pupilkami rodziny sie stały,no,moze Zuzka ni pokochała ich od pierwszego wejrzenia,ani od drugiego.Od trzeciego tez nie,omija je szerokim łukiem a one fucza na nią,Klementyna do bicia sie bierze,charakterna kicia.
     A dzisiaj odwiedziła nas Magda z malutką Dorotką. Mała cudna jest,chętnie ją ponosiłam,pobawiłam,ale ciesze sie ze moje dzieci juz takie duze! Choc problemy z nimi tez juz wieksze są...






czwartek, 7 czerwca 2012

  Kusi mnie powrót tutaj. Moze spróbuję?
Choc od tamtego miejsca uzalezniona jestem. Od ludzi. Jednak zdarza sie ze musze odpocząc. Złapac dystans. A blog jest tylko mój. I tu moge napisac ze wstałam rano i umyłam zęby ;) I nawet prysznic wziełam i umyłam włosy. A co,przy swięcie mozna zaszalec ;)
   Brakuje mi wanny. Prysznic jest fajny,ale wanna to jest to co tygrysy lubią najbardziej. Uwielbiałam lezenie po treningu w gorrącej wodzie,z kieliszkiem zimnego wina...mrau:)
   Teraz wanna czeka w garazu na montaz a ja wskakuje pod prysznic,z obowiązkowo gorrrraca wodą,zmywam ból obolałych mięsni. Wczoraj stojąc w ukochanym mym wojowniku drugim zastanawiałam sie "po co mi to???" przeciez mogłam lezec i głaskac kota bądz psa,zamiast wciaz i wciaz sprawdzac ile bólu jestem w stanie wytrzymac ,zamiast katowac nadwyrężone bieznią nogi stojacymi asanami. Odpowiedz przyszła po zajęciach,po savasanie,savasanie na której skupic sie nie mogłam bo mysli nie chciały odpłynąc,one atakowały mnie wciaz,ale to temat na inną bajkę. Otóz radosc i poczucie mocy po jest warta tego co jest w trakcie.Znam swoje ograniczenia,wiem co jest dla mnie niedostepne,choc jak mówi Justyna,w jodze nie ma rzeczy niemożliwych,spokojna praktyka doprowadza do celu. A ze to trwa-to dobrze.
   Czekam az joga pozwoli mi wyeliminowac wewnetrzny chaos,pogubienie,pozwoli skupic sie na tym co ważne.Otwieram sie na to ale wciaz nie jestem gotowa pozbyc sie pragnień...

wtorek, 5 kwietnia 2011

Zmeczenie i reaktywacja

     Miniony tydzień jakiś ciezki był.Na sobotę miałam bogate plany okopywania truskawek,ale po basenie marzyłam juz tylko o leżeniu i nicnierobieniu.Leniwie tylko odchwaściłam ogródek z kwiatuszkami,samo patrzenie na krokusy i tulipany lało sie miodem na moje serce:)




    W niedzielę uprawialismy sport nasz ulubiony czyli rajd po marketach budowlanych.Urządzanie domu zaczyna mnie kręcić.Mojego męża osobistego udało mi sie zalec do Ikei,mimo że nie znosi on szczerze tego sklepu.Kupiliśmy tam fajny stół z krzesłami do kuchni bądż na taras,to sie jeszcze okaże. Potem kolejny sklep,szybkie pozywienie w ulubionym karmniku Gadów i dotarlismy do parku w Chorzowie.




Tłum był tam dziki.Wszyscy spragnieni słońca i pleneru wylegli wraz z dziećmi,psami,kotami,rowerami,rolkami,hulajnogami. Szał ciał i uprzęży.Gady marzyły o parku linowym ale długość kolejki nawet ich zniechęciła.Szybko doszliśmy do wniosku ze jednak u nas na działce bedzie znacznie przyjemniej.I faktycznie-cisza,spokój,zero ludzi,zimne piwo-czego można chcieć więcej??? Godzinę leżałam na lezaku wystawiając blade ciało ku słońcu,sąsiad na szczęście odpuścił sobie odwiedzanie nas,zresztą nie pierwszy raz zastałby mnie w bieliżnie ;D
   Dzis juz deszczowo ale wiosna sie rozgościła na dobre,i mam nadzieję ze dopieści mnie w tym roku wysokimi temperaturami! 
















Gad Młodszy po spozyciu loda ;)

poniedziałek, 28 marca 2011

Adam,dziękuję!

       11 lat temu niemalże urodziłam Gada Starszego.Z tejże to okazji spędziłam rok w domu pielęgnując maleństwo a przy okazji równiez zagladajac w telewizorek.
        Pamiętam moment gdy w radio usłyszałam że Turnij 4 Skoczni wygrał Polak.I ze jest fenomenalnym skoczkiem.I że mamy być z kogo dumni.
        Jako mała dziewczynka oglądałam skoki z ojcem,nie powiem żebym wiele z tego pamiętała. Ale lot mnie fascynował.
         Zaczęłam oglądać jedne zawody,potem kolejne,potem zaczełam rozrózniać skoczków.Potem było Lahti i pierwsze łzy gdy Adam wygrał,został mistrzem świata.I tak bardzo dobrze rozumiałam jego ucieczki przed dziennikarzami,jego niechęć do bycia na swieczniku.Facet zapadł mi gdzieś głęboko w serce,w duszę. Marzyłam żeby jechac do Zakopanego ale najpierw Starszy gad był malutki,potem pojawił sie Młodszy Gad. Pamiętam Zakopane 2004,ja z 3miesięcznym Młodszym przy piersi siedziałam w domu,a na skoczni Megi,kompletnie nie czująca tego co tam sie dzieje.I pamiętam telefon od niej,w słuchawce wielki wrzask,wielka trąba i jej głos przekrzykujący wrzawe "To Adam skacze dla Ciebie" Wiedziała ze to ja powinnam tam być:)
          Predazzo gdy nikt nie wierzył w niego a on wygrał dwa razy i głos Szaranowicza mówiący że ma to,wyrwał to przeciwko wszystkim,przeciwko naturze.Bo wielu juz spisało go na straty,z radością mówili że Małysz sie skończył.Że jest nielotem. Bolało.
      Upadek w Salt Lake City.Płakałam przed telewizorem patrząc jak Adam bezwładnie sunie po śniegu. Jakby był kims z mojej rodziny,kimś najbliższym.
       Drugi moment wielkiego strachu w Oslo.To były sekundy a trwały dla mnie wieczność.Gdy szczęśliwie wylądował nieważne było że drugiej serii nie będzie,że Jacobsen przejmie plastron lidera PŚ. Swoją drogą Jacobsen wzruszył mnie gdy dzień wcześniej czekał na Adama z tym plastronem,żeby mu jak najszybciej oddać.Przekazywali go sobie wtedy kilkakrotnie,w końcu to Adam załozył go i stanął na najwyższym stopniu podium.
     Sapporo i Amman z Morgensternem niosący Adama na ramionach.Tomas mówiący "I want to be like Adam" Całkowity nokaut,przewaga 21,5 punkta na skoczni normalnej to coś co sie nie zdarza.Dziś Adam mówi ze to najlepszy skok w jego życiu.Nie oglądałam tego na żywo,byłam w pracy.Ale powtórki często sobie puszczałam zeby oczy nacieszyć:)
     Dwa lata temu w końcu udało mi sie wybrac na skocznie,wprawdzie na letnie grand prix ale z udziałem Adama.Pech ofkors dopisał,lało niemiłosiernie,a my byliśmy z Gadami.Po pierwszej serii udało nam sie sprzedać Gady kuzynce i spokojnie obejrzeć jak Adam zdobywa 3 miejsce.W pewnym momencie przechodził jakieś 10 m ode mnie.Magia:)))
      Rozumiem jego decyzję.Ale będzie mi go brakowało.Świat skoczków pięknie go pożegnał,widac że chłopcy doceniają jego klasę,jego charyzmę,jego wielkość.
w oczekiwaniu na Mistrza
      Nie przestanę oglądać skoków,teraz będę kibicować Kamilowi i reszcie chłopaków.Mam nadzieje ze nauczyli sie od mistrza jak wygrywac i jak podnosić sie po upadkach.
wielka trąba dla Adama



biało-czerwona Wielka Krokiew

piątek, 4 marca 2011

Lubię:)

      Słaby dzień dzis mam,i fizycznie i psychicznie,wiec postanowiłam skupic sie na rzeczach przyjemnych.
Na tym co lubie.
Lubię
-leżeć na słoneczku,niezbyt mocnym oczywiście,takim co otula ciepłymi promieniami i zmienia kolor mojej skóry na delikatny brąz
-słuchac śmiechu moich Gadów,zwłaszcza Młodszego
-patrzeć jak rosną kwiatki w moim ogrodzie,jak paki przeradzają sie w piekności czesto powalające swym pięknem
-słuchac muzyki leżac w wannie pełnej piany
-zapach futra mojego psa gdy spi
-widzieć błysk w oczach mojego mężczyzny i wiedziec że tylko na mój widok ten błysk sie pojawia
-gdy migota w prawym dolnym rogu komputera żółta koperta oznaczjaca ze bliska mi duszyczka gdzies tam ma mi coś do powiedzenia
-jeść tiramisu mojej roboty i nie mysleć ile jest w nim kalorii
-czuć zmęczenie w mięsniach po wysiłku
-czasami mieć smutek w sercu

środa, 16 lutego 2011

Nareszcie!!!

      W niedziele udało nam sie zacząć sezon łyżwiarski.Biorąc pod uwagę ze to połowa lutego to nieco pózno sie za to wzięliśmy! A ze burmistrz jak zwykle obżałował kasy na lodowisko pozostał nam Zalew Chechło,pieknie zamarznięty.Pogoda była wymarzona,tylko humor Młodszego Gada nie sprzyjał jezdzie.Gad generalnie nie lubi łyżew,teraz w dodatku miał za małe,co dodatkowo osłabiało i tak juz nikły entuzjazm z jego strony.
Tatuś namawia Młodszego,Starszy asystuje :)
   Za to ja-ja byłam szczęśliwa! Słońce,przestrzeń,łyżwy,ukochani faceci obok-czy trzeba czegoś więcej? Ten wypad na łyżwy był najlepszym prezentem imieninowym jaki mogłam sobie wymarzyć ;D


Lądowanie po potrójnym akslu ;D



Popołudniu planowaliśmy wypad do kina ale że to wiejskie kono było to nam biletów zabrakło. Się człowiek rozpuścił na multipleksach i oczekuje ze pół godz przed seansem bilet kupi w przeddzień Walentynek,kpina normalnie ;D
Spędziliśmy za to miłe popołudnie z Megi i T. popijajac zimne drinki i snując gorące opowieści.
Poniedziałek był juz dniem roboczym a że Walentynek nie lubimy to ich nie świętowaliśmy.Tylko Gady pomaszerowały do szkoły w czerwonych bluzkach bo był konkurs na najbardziej czerwoną klase i klasa Młodszego Gada wygrała!




czwartek, 10 lutego 2011

Zimo,a kysz!

       Chyba czas zakończyć sen zimowy.Słoneczko świeci,sprawia że krew żywiej krąży.Wyrywam sie powoli z apatii,dziś nawet okna w kuchni,miło na świat popatrzeć nie przez szarobure szyby :)
       Weekend był....mrraauuu.To chyba dobre okreslenie.Leniwy nieco,mimo sobotniej pobudki o 4 nad ranem,o 5ej w pociągu byłam.Dużo było rozmów,o sprawach mało waznych i o tych bardziej ważnych. Chyba obie sie przekonałyśmy ze wirtual nie kłamie,w realu tez chemia zadziałała.
      Sobotni wieczór-pełen śmiechu i znów rozmów.Zajrzałam w inny świat,poczułam sie w nim swojsko:) Choć ciemna strona mocy mnie nie kusi,Yesky,kochanie,utwierdziłyśmy sie z Tośką w przeświadczeniu że hetero jesteśmy.I mimo że z facetami żle to jednak bez nich...nie da rady:)
        Niedziela szybko minęła i tzreba było wracać do domku,stęskniony mąż czekał w Krakowie.
Już myslę o nastepnym spotkaniu,byle do maja:)
Gady kontra lód
       Dziś za to w końcu sie zmobilizowałam i wziełam Gady na wybieg,pojechaliśmy nad pobliski Zalew.Zamarznięty jest cudnie,jutro weżmiemy łyżwy i pojeżdzimy.Ryzyka tam nie ma,daleko od brzegu jest woda po kolana,nawet gdyby sie lód załamał najwyżej nogi zamoczymy.Ale nie powinien pęknąć,ma jeszcze z 10cm.
Zalew Chechło-jedno z moich ulubionych miejsc


Łapie pierwsze promienie słońca :)

środa, 2 lutego 2011

Wsiąść do pociągu...

      Nie bylejakiego,do expresu intercity :) Taki mam plan na sobotni wczesny poranek. 7,05 Kraków Główny-9,24 Warszawa.A na peronie będzie czekała dusza ma bliżniacza,w wirtualnym zyciu Tosią zwana. Skonsumujemy nareszcie nasz związek,porozmawiamy bez pośrednictwa telefonów,internetu. Grę wstępną odbyłyśmy w czerwcu ale z różnych przyczyn było wtedy krótko i nie do syta. Teraz....teraz mam nadzieję nacieszymy sie sobą :) I nie tylko sobą,spotkanie z jeszcze jedną przyjazną duszyczką mamy zaplanowane.
    

 Konduktorze łaskawy,ja jednak do Warszawy poprosze :))) Cała reszta sie zgadza!!!