Siedziałam ostatnio u mojego dowcipnego pana doktora w poczekalni,pań dużo było przede mną,więc trochę to trwało.Na przeciw mnie siedziały dwie koleżanki,jedna w ciazy,druga-jak wynikało z rozmowy-młoda mama.Rozmowy ciezko było nie słyszec,poczekalnia 2m na 4m więc siłą rzeczy nawet czytając gazetę słuchałam tych dziewczyn.Obie świeże mężatki,opowiadały o ślubach,weselach,ciażach,zakupach ciązowych itp.Zobaczyłam w nich siebie te 11 lat temu.
Przypomniało mi sie jak planowaliśmy wesele,jak szukałam krawcowej która zgodziłaby się przerobić sukienkę którą kupiłam od Megi,a jako że Megi w blizniaczej ciazy ślub brała to kiecka jednak ciut za szeroka na mnie była.Żadna krwacowa sie tego podjąć nie chciała,twierdząc że to za dużo roboty. W końcu kuzynka Mojego skierowała mnie do pewnej krawcowej,która z lekką niechęcią zgodziła sie przeszyć tę suknię,dodatkowo jeszcze mi rękawy przerobiła,narobiła sie sporo po czym oznajmiła że nie chce pieniędzy bo to prezent ślubny od niej.Byłam w szoku,bo to była dla mnie całkiem obca kobieta!
Przypomniał mi się pierwszy test ciazowy z dwiema kreskami,zrobiłam go o 4 nad ranem i już oczywiście nie usnęłam.Oczywiście obudziłam Mojego,poinformowałam że tatusiem będzie i razem dotrwaliśmy do rana.
Pierwsze usg-w 12 tyg ciazy.Mój gin mnie postraszył że podejrzewa ciażę blizniaczą,biegiem polecieliśmy na usg.A tam-mały stworek,juz nie fasolka,widac było łapki,nawet nam pomachał :) Oboje mieliśmy ścisnięte gardła,bo co innego wiedzieć a co innego widzieć.
Piersze ruchy-chyba w 20tyg.Leżałam wieczorem przed tv i poczułam muśnięcie.To moja rybka pływała:)
Póżniej wieczory spędzałam na zabawie z dzidziem,głaskałam brzuch a on wystawiał to pupę,to łokieć,to kolanko.
Porodu i połogu wolę nie pamiętać,bywały lepsze momenty w moim zyciu.Na przykład te gdy mój maleńki synek uśmiechał sie przez sen,ja wiem że to sa uśmiechy mimowolne,ale nie zmienia to faktu że serce mi wtedy topniało.
Po dwóch latach postanowilismy zafundować P.rodzeństwo.Kolejna ciąża była dużo spokojniejsza,wiedziałam juz co mnie czeka.Choć oczywiście nie obyło się bez niespodzianek. M.okazał się być zupełnie innym dzieckiem niż P. Inaczej jadł,inaczej spał.
Kocham te moje Gady najbardziej na swiecie i fajnie było wrócić pamięcią do tamtych dni...
środa, 19 stycznia 2011
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Upływ czasu...
Kolejne urodziny za mną.Jakoś szczególnie ich nie przeżyłam,gorzej pewnie będzie za 4 lata.Teraz jestem w miarę pogodzona ze sobą.Nie chciałabym mieć znowu 20 lat,byłam wtedy poplątana i pogubiona,szukałam tego co ważne.Choc czasem gdy patrzę na ludzi wchodzących w życie chwyta mnie żal. Bo ich przyszłość wydaje mi się być czysta kartką,nie mają jeszcze obowiązków i zobowiązań...Bo jeszcze wszystko mogą...
Co tam! Sztywni spiewali "Możemy duzo,możemy wiele,póki młodość w nas" A duszę mam młodą ;)))
wtorek, 4 stycznia 2011
Zwolniłam
Sukces niebywały-udało mi sie poleżeć dwa dni! Dzięki premierowi i decyzji rządu o zmianie vatu miałam wolny Nowy Rok i 2 stycznia,mój informatyk był tak zarobiony że dopiero w niedziele o 22ej przyjechał do mnie do sklepu zmienić vat na kasie i przesłać towar z komputera. Na zakończenie roku jeszcze pewnie kilka dni poczekam. Life is brutal.
W każdym razie moje oskrzela są wdzieczne za te dni spędzone w domu,w końcu udało mi się je podleczyć.Za to wątroba ma dość antybiotyków :(((
Sylwestra spędziliśmy w łózku,północ udało się nam przespać,mimo Zuzanki biegającej po mieszkaniu,nie lubi biedactwo fajerwerków.Dostała porcje środków uspokajających ale i tak zdenerwowana była.Ja jednak po 11 godz w pracy miałam tak dość że usnełam zamiast piesa przytulać. O 2 w nocy obudził mnie o telefon od Megi z rozpaczliwym "Przyjedż po nas" więc zaliczyłam wycieczkę w środku nocy.Całkiem fajnie było,T.opowiadał zabawną historię zacinając sie 5 razy w tym samym momencie,po każdym zacieciu wracał do początku,do puenty nie udało mu się dojść ;DDD
Nowy Rok i niedziele moje Gady spędziły w plenerze zjezdzając z górki na pazurki z tatą a ja leżałam,leżałam,leżałam.Dawno mi tak dobrze nie było.Poogladałam,poczytałam,pomyslałam.Odpoczęłam.
W każdym razie moje oskrzela są wdzieczne za te dni spędzone w domu,w końcu udało mi się je podleczyć.Za to wątroba ma dość antybiotyków :(((
Sylwestra spędziliśmy w łózku,północ udało się nam przespać,mimo Zuzanki biegającej po mieszkaniu,nie lubi biedactwo fajerwerków.Dostała porcje środków uspokajających ale i tak zdenerwowana była.Ja jednak po 11 godz w pracy miałam tak dość że usnełam zamiast piesa przytulać. O 2 w nocy obudził mnie o telefon od Megi z rozpaczliwym "Przyjedż po nas" więc zaliczyłam wycieczkę w środku nocy.Całkiem fajnie było,T.opowiadał zabawną historię zacinając sie 5 razy w tym samym momencie,po każdym zacieciu wracał do początku,do puenty nie udało mu się dojść ;DDD
Nowy Rok i niedziele moje Gady spędziły w plenerze zjezdzając z górki na pazurki z tatą a ja leżałam,leżałam,leżałam.Dawno mi tak dobrze nie było.Poogladałam,poczytałam,pomyslałam.Odpoczęłam.
![]() |
| Śniezne Gady |
![]() |
| Wspomnienie ciepłej listopadowej niedzieli :) |
piątek, 24 grudnia 2010
Swięta,święta
Każdy z nas ma na tyle dużą dłoń
Że może z niej uczynić Betlejem
Każdy z nas ma tak wielkie serce
Że może przyjąć nowonarodzoną miłość...
Do tego wystarczy tylko wiara i nadzieja
A miłość przyjdzie sama.
Duzo ciepła i miłości Wam zyczę :)))
piątek, 17 grudnia 2010
Freedom
"Jesteś wolnym człowiekiem" powiedziała mi kiedyś przyjaciółka gdy byłam w wyjątkowo czarnej doopie i szarpałam sie okrutnie ze swoim zyciem. I to zdanie wtedy stało się dla mnie mantrą,mottem na dalsze dni.
Ta wolność nie jest całkowita,nie jest maksymalna.Życiowymi wyborami zawęziłam ją znacznie. Nie mogę spontanicznie spakowac plecaka i wyjechac w podróż w nieznane.Nie mogę przespać niechcianej zimy.Nie mogę sobie odpuścić przegladania zeszytów szkolnych moich dzieci. Ale,jak powiedział kiedyś Andrzej Żuławski "Maksymalną wolność przypłaca sie maksymalną samotnością" Nie jestem samotna,mam rodzinę,mam ludzi których kocham i którzy mnie kochają.Ograniczam i jestem ograniczana.
Tradycyjnie zima to dla mnie słaby okres w życiu,czas dołów i kryzysów.A ja mam coraz mniej sił do walki.Coraz mniej wierzę że będzie dobrze.Bardziej ze będzie jakoś,a jakoś to marna perspektywa...
Moze w nowym roku uda mi się nieco zwiększyć te moją własną malutką wolność?
Ta wolność nie jest całkowita,nie jest maksymalna.Życiowymi wyborami zawęziłam ją znacznie. Nie mogę spontanicznie spakowac plecaka i wyjechac w podróż w nieznane.Nie mogę przespać niechcianej zimy.Nie mogę sobie odpuścić przegladania zeszytów szkolnych moich dzieci. Ale,jak powiedział kiedyś Andrzej Żuławski "Maksymalną wolność przypłaca sie maksymalną samotnością" Nie jestem samotna,mam rodzinę,mam ludzi których kocham i którzy mnie kochają.Ograniczam i jestem ograniczana.
Tradycyjnie zima to dla mnie słaby okres w życiu,czas dołów i kryzysów.A ja mam coraz mniej sił do walki.Coraz mniej wierzę że będzie dobrze.Bardziej ze będzie jakoś,a jakoś to marna perspektywa...
Moze w nowym roku uda mi się nieco zwiększyć te moją własną malutką wolność?
środa, 17 listopada 2010
Związki przyczynowo-skutkowe
Wczoraj minął rok od śmierci Artura.
Oczywiście wszyscy się zdziwiliśmy-jak to,to już rok?
I tak sobie pomyślałam ile ta śmierć zmieniła w życiu nas wszystkich,jego rodziny,znajomych?
Czy stała się ostrzeżeniem? Raczej nie.Choć może ktoś się zastanowił i jednak nie wsiadł po pijaku do auta...
Paradoksalnie dla Ani,jego żony,zaczęło się nowe życie.Przestała być żoną przy mężu,stała sie bizneswomen,zapisała się do partii,startuje na radną.Radzi sobie.Na pewno wiele ją to kosztuje ale życie z alkoholikiem też wiele kosztuje.
Dla mnie...dużo rzeczy nie wydarzyłoby sie gdyby nie tamten wieczór 16 listopada.Dużo sie o sobie przez ten rok dowiedziałam.Nie zawsze dobrych rzeczy.Dużą pracę wykonałam żeby te złe wyeliminować.Dużo łez wylałam.
Minął rok.Za kilka miesięcy Artek zostałby dziadkiem.Dziecko ma nosić jego imię.Nie wiem czy to dobrze,ale nie ja decyduję.
Oczywiście wszyscy się zdziwiliśmy-jak to,to już rok?
I tak sobie pomyślałam ile ta śmierć zmieniła w życiu nas wszystkich,jego rodziny,znajomych?
Czy stała się ostrzeżeniem? Raczej nie.Choć może ktoś się zastanowił i jednak nie wsiadł po pijaku do auta...
Paradoksalnie dla Ani,jego żony,zaczęło się nowe życie.Przestała być żoną przy mężu,stała sie bizneswomen,zapisała się do partii,startuje na radną.Radzi sobie.Na pewno wiele ją to kosztuje ale życie z alkoholikiem też wiele kosztuje.
Dla mnie...dużo rzeczy nie wydarzyłoby sie gdyby nie tamten wieczór 16 listopada.Dużo sie o sobie przez ten rok dowiedziałam.Nie zawsze dobrych rzeczy.Dużą pracę wykonałam żeby te złe wyeliminować.Dużo łez wylałam.
Minął rok.Za kilka miesięcy Artek zostałby dziadkiem.Dziecko ma nosić jego imię.Nie wiem czy to dobrze,ale nie ja decyduję.
poniedziałek, 8 listopada 2010
l'Americano
Wybór filmu na wczoraj był dość przypadkowy.Miałam wielką ochotę na "Aż po grób",niestety nie udało sie go zgrać z żadnym filmem dla Gadów.Po długich poszukiwaniach w końcu chłopcy zgodzili się na "Zemstę futrzaków",w tym samym czasie w Multikinie leciał "Amerykanin" Nie czytałam wcześniej recenzji tego filmu,fakt ze gra w nim Clooney był dla mnie wystarczającą rekomendacją ;)
Zakochałam sie w Clooneyu daaawno temu,choć może nie w Clooneyu tylko w Dougu Rossie? Jako pediatra podrywacz w ER miał tyle chłopięcego uroku! Walczył o swoich małych pacjentów,potrafił zwyrodniałemu ojcu dać w pysk,a gdy uśmiechał się do Carol kolana mi miękły.
W "Amerykaninie" nie jest chłopcem.Jest dojrzałym facetem o niejasnej,trudnej przeszłości.Nie uśmiecha sie czarująco.W jego twarzy widac ciągłe napięcie.Na początku filmu zabiją swoją przyjaciółkę by nie rozszyfrowała kim jest.Strzela jej w tył głowy.I choć wydaje się że to dla niego nic wielkiego,wciąż ją widzi w snach.
Film jest teoretycznie sensacyjny,jest strzelanie,są pościgi,jest seks z prostytutką. Ale akcja dzieje się niespiesznie,montaż jest powolny,pełen zbliżeń i drobiazgowych ujęć.Włochy są pokazane jakby na drugim planie,nie epatują swoją olśniewającą urodą.Co więcej-jest pokazana piękna,soczysta Clara,prostytutka która zakochuje się w Panu Motylu (bohater grany przez Clooneya ma tatuaż w kształcie motyla na karku) i ta dziewczyna ma cellulit! Nie zatuszowano go fotoszopem ani innymi cudami techniki,pełen realizm!
Dla mnie jest to film o samotności,o takiej samotności o jakiej śpiewał Rysiek.Film o tym,że są grzechy za które nie ma odkupienia,że są wybory za które trzeba zapłacić wysoką cenę.
Pod koniec filmu jest scena,w której Mr Butterfly przez ułamek sekundy wierzy że jest przed nim przyszłość,że uda mu sie wyjechac z Clarą,że będzie mógł żyć normalnie.I na ten ułamek sekundy jego twarz traci nieustające napięcie.
Film nie ma happy endu.W sumie od początku wiadomo ze ta historia nie może skończyć sie dobrze.
Wyszłam z kina poruszona do głębi.Dawno mi się to nie zdarzyło!
Zakochałam sie w Clooneyu daaawno temu,choć może nie w Clooneyu tylko w Dougu Rossie? Jako pediatra podrywacz w ER miał tyle chłopięcego uroku! Walczył o swoich małych pacjentów,potrafił zwyrodniałemu ojcu dać w pysk,a gdy uśmiechał się do Carol kolana mi miękły.
W "Amerykaninie" nie jest chłopcem.Jest dojrzałym facetem o niejasnej,trudnej przeszłości.Nie uśmiecha sie czarująco.W jego twarzy widac ciągłe napięcie.Na początku filmu zabiją swoją przyjaciółkę by nie rozszyfrowała kim jest.Strzela jej w tył głowy.I choć wydaje się że to dla niego nic wielkiego,wciąż ją widzi w snach.
Film jest teoretycznie sensacyjny,jest strzelanie,są pościgi,jest seks z prostytutką. Ale akcja dzieje się niespiesznie,montaż jest powolny,pełen zbliżeń i drobiazgowych ujęć.Włochy są pokazane jakby na drugim planie,nie epatują swoją olśniewającą urodą.Co więcej-jest pokazana piękna,soczysta Clara,prostytutka która zakochuje się w Panu Motylu (bohater grany przez Clooneya ma tatuaż w kształcie motyla na karku) i ta dziewczyna ma cellulit! Nie zatuszowano go fotoszopem ani innymi cudami techniki,pełen realizm!
Dla mnie jest to film o samotności,o takiej samotności o jakiej śpiewał Rysiek.Film o tym,że są grzechy za które nie ma odkupienia,że są wybory za które trzeba zapłacić wysoką cenę.
Pod koniec filmu jest scena,w której Mr Butterfly przez ułamek sekundy wierzy że jest przed nim przyszłość,że uda mu sie wyjechac z Clarą,że będzie mógł żyć normalnie.I na ten ułamek sekundy jego twarz traci nieustające napięcie.
Film nie ma happy endu.W sumie od początku wiadomo ze ta historia nie może skończyć sie dobrze.
Wyszłam z kina poruszona do głębi.Dawno mi się to nie zdarzyło!
poniedziałek, 1 listopada 2010
Święto a ja siedzę w pracy.Poniekąd jest to mój wybór,wybór wymuszony sytuacją,rachunkami do zapłacenia.Zamieniam czas zabrany dzieciom na kasę,mam nadzieję że mi to wybaczą.
Nastrój mam adekwatny do pory roku,aczkolwiek pogoda po raz kolejny płata w tym roku figla,słońce świeci jakby był początek września.Niech tak będzie jak najdłużej!
Wczoraj po zapaleniu zniczy na cmentarzu poszliśmy na rynek,usiedliśmy w pełnym słońcu i tylko wirujące na wietrze liście upewniały nas że jest już jesień.Jest to jedna z chwil którą chcę zapamiętać,która będzie przynosiła trochę ciepła w szare zimowe dni.
Popołudniu pojechaliśmy na cmentarz do Morawicy,tam niestety coraz więcej grobów do odwiedzenia,dwa które wciąż bolą,mimo że to już rok minął...Tak sobie ostatnio uświadomiłam że przez śmierć Doroty i Artura straciłam tę pewność że coś złego może stać sie tylko komuś innemu,moi bliscy są bezpieczni.Dlatego gdy Mój nie odbiera telefonu,gdy spóznia się z pracy moja wyobrażnia produkuje najgorsze scenariusze.Walczę z tym ale nie jest łatwo...
Nastrój mam adekwatny do pory roku,aczkolwiek pogoda po raz kolejny płata w tym roku figla,słońce świeci jakby był początek września.Niech tak będzie jak najdłużej!
Wczoraj po zapaleniu zniczy na cmentarzu poszliśmy na rynek,usiedliśmy w pełnym słońcu i tylko wirujące na wietrze liście upewniały nas że jest już jesień.Jest to jedna z chwil którą chcę zapamiętać,która będzie przynosiła trochę ciepła w szare zimowe dni.
Popołudniu pojechaliśmy na cmentarz do Morawicy,tam niestety coraz więcej grobów do odwiedzenia,dwa które wciąż bolą,mimo że to już rok minął...Tak sobie ostatnio uświadomiłam że przez śmierć Doroty i Artura straciłam tę pewność że coś złego może stać sie tylko komuś innemu,moi bliscy są bezpieczni.Dlatego gdy Mój nie odbiera telefonu,gdy spóznia się z pracy moja wyobrażnia produkuje najgorsze scenariusze.Walczę z tym ale nie jest łatwo...
niedziela, 24 października 2010
No i po weselu.Głowa mnie boli,Mój dogorywa znaczy sie udana zabawa była ;D
Wczoraj sie nieco porozpieszczałam,fryzjerka ujarzmiła moje loki,prostownicą nadała im pożądany kształt.Z prostymi włosami wystapiłyśmy we dwie na tym weselu-ja i M.,posiadaczka zdecydowanie intensywniejszych loków ode mnie.Zawsze się chce tego czego się nie ma!
Taka piekna byłam w wyniku starań moich dwóch Asiek-fryzjerki i kosmetyczki.
Państwo młodzi wspaniale wyglądali,po pannie młodej nie widać było że dziecka oczekuje,szczuplutka jest.Nawet im głosy nie drżały przy składaniu przysięgi,zakochani w sobie bardzo i oby im tej miłości nigdy nie zabrakło.Młodzi są bardzo,zwłaszcza D,ich znajomi wyglądali jakby na studniówkę przyszli a nie na wesele,nic dziwnego,część z nich to jeszcze licealiści.
Ale kondycję młodzi mieli średnią,po pierwszej w nocy wezwali autokar i odjechali.My balowaliśmy do trzeciej,buty mnie nie obtarły choć sporo tańczyliśmy.Głos tradycyjnie straciłam spiewając z orkiestrą ulubione piosenki.
Dziś mieliśmy jechać na poprawiny,juz nie w restauracji ale w domu,jednak sił brakło.Chyba juz za starzy jesteśmy na dwudniowe imprezy ;D
Wczoraj sie nieco porozpieszczałam,fryzjerka ujarzmiła moje loki,prostownicą nadała im pożądany kształt.Z prostymi włosami wystapiłyśmy we dwie na tym weselu-ja i M.,posiadaczka zdecydowanie intensywniejszych loków ode mnie.Zawsze się chce tego czego się nie ma!
Taka piekna byłam w wyniku starań moich dwóch Asiek-fryzjerki i kosmetyczki.
Państwo młodzi wspaniale wyglądali,po pannie młodej nie widać było że dziecka oczekuje,szczuplutka jest.Nawet im głosy nie drżały przy składaniu przysięgi,zakochani w sobie bardzo i oby im tej miłości nigdy nie zabrakło.Młodzi są bardzo,zwłaszcza D,ich znajomi wyglądali jakby na studniówkę przyszli a nie na wesele,nic dziwnego,część z nich to jeszcze licealiści.
Ale kondycję młodzi mieli średnią,po pierwszej w nocy wezwali autokar i odjechali.My balowaliśmy do trzeciej,buty mnie nie obtarły choć sporo tańczyliśmy.Głos tradycyjnie straciłam spiewając z orkiestrą ulubione piosenki.
Dziś mieliśmy jechać na poprawiny,juz nie w restauracji ale w domu,jednak sił brakło.Chyba juz za starzy jesteśmy na dwudniowe imprezy ;D
piątek, 22 października 2010
Padam
Padam na twarz i sie nosem podpieram! To nie był dobry pomysł dawać urlop pracownicy tuż przed planowanym wyjściem na wesele-niestety nie miałam wyjścia,sytuacja była taka ze ona musiała ten urlop dostać.
Wczoraj udało mi sie buty kupić,już myślałam że będę na bosaka tańczyć.Choć jeszcze nic nie wiadomo-obetrą i jednak zaliczę przebieżkę bez obuwia;)
Dziś mój zaklepany jako kierowca brat zadzwonił ze on niestety nie może nas odebrać,ale obiecał załatwić jakiegoś innego drajwera.Jak nie to ja wracam na piechotę,na trzeżwo tego wesela nie strawię!
Jutro oczywiście pobudka o piatej,odwalenie obowiązków w sklepie,o 11ej fryzjerka weżmie sie za ujarzmianie mojego afro,potem kosmetyczka.Postanowiłam sie porozpieszczać,a co!
Tak mi sie nie chce pracować a tu jeszcze tyle godzin ;(((
Wczoraj udało mi sie buty kupić,już myślałam że będę na bosaka tańczyć.Choć jeszcze nic nie wiadomo-obetrą i jednak zaliczę przebieżkę bez obuwia;)
Dziś mój zaklepany jako kierowca brat zadzwonił ze on niestety nie może nas odebrać,ale obiecał załatwić jakiegoś innego drajwera.Jak nie to ja wracam na piechotę,na trzeżwo tego wesela nie strawię!
Jutro oczywiście pobudka o piatej,odwalenie obowiązków w sklepie,o 11ej fryzjerka weżmie sie za ujarzmianie mojego afro,potem kosmetyczka.Postanowiłam sie porozpieszczać,a co!
Tak mi sie nie chce pracować a tu jeszcze tyle godzin ;(((
Subskrybuj:
Posty (Atom)




