wtorek, 21 września 2010

      Głowa mnie boli.Już od soboty nieznośny ból zatruwa mi życie,nie wiem czy to hormony czy permanentny stres.Jednego i drugiego nie da sie wyeliminować więc trzeba z tym żyć.Choć różnokolorowe tabletki powinny regulować mój układ hormonalny więc może będzie lepiej?
      Poranek spędziłam na namawianiu Młodszego Gada żeby jechał z klasą na basen.Stwierdził że gardło go boli i nie może jechać.Kit to był ewidentny,po rozmowie okazało sie,że sie po prostu boi jechac bez nas. Wytłumaczyłam mu że jest w lepszej sytuacji niż inne dzieci,niektóre nigdy nie były na basenie a on jeżdzi co tydzień,wie gdzie co jest,wie co trzeba zrobić.No i umie pływać! Gorzej będzie jak pan ich z brodzika nie wypuści,to sie Młody wynudzi:) Ostatnio na lekcji kraula z deską trenował,zabawnie to wygladało,ale początki zawsze są trudne.Ja do dziś nie potrafię kraulem pływać :(
    Pogoda wreszcie piękna,słoneczna,szkoda tylko że nie ma kiedy z niej korzystać,Starszy Gad duzo nauki ma i popołudnia przy książkach spędza.
    A ja sie do trójki klasowej u Młodszego zgłosiłam! Sama w to jeszcze nie wierzę!

wtorek, 14 września 2010

Urodziny.

       10 lat temu leżałam w szpitalu,okrutnie zmęczona i wciąż zdziwiona.Patrzyłam na mały tłumoczek leżący w łóżeczku i myślałam "To moje dziecko? I co ja mam teraz  z nim zrobić? Czy ja go kocham?"
       Odpowiedzi na te pytania przyszły póżniej,dziecko okazało sie jak najbardziej moje,podobne do mnie fizycznie i psychicznie.Obsługa techniczna nie była skomplikowana a miłość...A miłość przyszła nie wiadomo kiedy i okazała sie być silniejsza niz wszystkie inne uczucia.
       Początki na pewno nie były łatwe,wiele łez popłynęło,wiele nieprzespanych nocy zaliczyłam.Pierwsze dziecko zmienia cały świat i wcale nie jest łatwo sie z tym pogodzić.
        Teraz Paweł jest 10-letnim przystojniakiem,niedługo będzie większy ode mnie.Wciąż jest nadwrażliwy choć teraz już stara sie tego nie pokazywać,chowa sie za pozą cwaniaczka.Jest zdolny,inteligentny choć nieco leniwy ;)
     A ja rano w pospiechu zapomniałam ucałować go w dniu urodzin,nadrobimy to popołudniu. Mój duzy chłopczyk ma juz 10 lat!!!

niedziela, 5 września 2010

Zmiana w mysleniu o zmianach?

     W rozmowie z przyjaciółką stwierdziłyśmy ostatnio obie że nie lubimy zmian. Są be,błe,trzeba sie do nowego przyzwyczajać i w ogóle.
     Potem tak sobie myslałam o tym i wyszło mi że gówno prawda!
Monotonia mnie przeraża,nudzi i męczy,nie znoszę dnia swistaka,powtarzanie tych samych czynności co dzień do łez mnie doprowadza.Na szczęście prowadzę tryb zycia w którym dni różnią sie od siebie,pracuję w róznych godzinach,robie rózne rzeczy.Część z nich oczywiście sie powtarza,to nieuniknione.
      Pamiętam moja pierwszą pracę-w hurtowni u brata.Mieliśmy świetną ekipę,byliśmy młodzi,zgrani,nie mieliśmy jeszcze rodzin i zobowiązań.Imprezy organizowały sie same,zarwane noce nie przeszkadzały w pracy.Odejście stamtąd wydawało mi sie niewyobrażalne.Aż przyszedł moment że poczułam że czas na coś nowego,że "wyrosłam" z tamtego zycia.Wyszłam za mąż,urodziłam dzieci.
    Teraz już nie oczekuję że coś będzie na zawsze.Staram sie łapać fajne chwile w tym co jest teraz,jak jest żle zaciskam zęby i czekam na lepszy czas. Bo,jak śpiewał Sted "od stania w miejscu niejeden już zginął,niejeden zginał juz świat"

wtorek, 24 sierpnia 2010

Korzystając z wolnej chwili

     Nie tak do końca wolnej bo własnie powinnam prasować ale odłożę to do jutra ;)))
Ostatni weekend pozwolił nacieszyć sie słońcem i ciepłem,dopiescił skóre brązującymi promieniami.
Panowie moczą klejnoty ;)

Sliczna gąsieniczka unicestwia mój agrest :)
Majowe deszcze wypłukały wszystkie nasionka,tylko jeden słonecznik sie ostał!

Zuzanka zdecydownie woli na łóżeczku leżec!

A teraz pada deszcz,jest szaro i smętnie,i jesień czuć w powietrzu:(((

sobota, 21 sierpnia 2010

Jesień idzie i nie ma to rady...

     Była kiedyś taka piosenka,śpiewaliśmy ją na oazie czy w harcerstwie,już nie pamiętam.Ale ten refren towarzyszy mi co roku...
      Umknęło mi to lato,nie nacieszyłam sie nim.A tak na nie czekałam! Deszczowa i zimna wiosna trwająca aż do czerwca skróciła to co lubię najbardziej-czyli upalne dni.W lipcu czas jak zwykle nabrał przspieszenia i nawet sie nie obejrzałam jak liście na drzewach nabrały rdzawego koloru,kwiaty zaczęły przekwitać a woda w basenie straciła moje ulubione 34 stopnie i straszy 20stopniowym zimnem :( Prognozy pogody straszą zimą już w pażdzierniku!
      Przygotowania do szkoły zakończone,wszystkie podręczniki czekają w szafce,tornister dla pierwszoklasisty zakupiony,czwartoklasista zdecydował sie ze starym plecakiem chodzic.Troszke mnie przeraża organizacja dnia,zaprowadzanie i przyprowadzanie ze szkoły,pogodzenie tego z pracą ale damy radę.
    W planach na dziś prace porzadkowe na działce,koszenie,strzyzenie,leżenie w hamaku :) Moze to już ostatni gorący weekend tego lata?

niedziela, 8 sierpnia 2010

Nigdy nie mów NIGDY!!!

     Kolejna niedziela spędzana w pracy...Kiedy się zarzekałam że ja asolutnie,nigdy nie będę pracować w niedziele.Ha-nigdy nie mów nigdy! Pracuję dzis i w następną niedzielę,i zapewne w wiele nadchodzących też. Generalnie po urlopie dopadł mnie maraton prackowy,dziewczyny mam na urlopach więc ciągnę popołudniówki,do tego dochodzi nadrabianie zaległości,dziś w końcu wpisałam wszystkie faktury,nie straszy mnie sterta papierów.
    Najgorsze ze w ogóle nie mam czasu dla Gadów,plączą sie samopas,głównie molestują Megi i jej dziewczyny,a zwłaszcza konsolę do gry.Chyba sie złamię i kupię im tę konsolę choć zapowiadałam że nigdy,ze po moim trupie.Nigdy nie mów nigdy-po raz kolejny!
    Wczoraj przed pracą godzinę spędziłam na działce karczując ogródek kwiatowy.Pieleniem nie da się tego nazwać,trawsko wyrosło po pas,pokrzywy jeszcze większe.Całe ręce mam w bąblach.Za to po wyrwaniu trawy okazało się że kwitną dwie piękne lilie.Niestety nie miałam aparatu przy sobie.
    Znów boli mnie gardło,czy te infekcje nigdy się nie skończa? Zaczynam podejrzewać klimatyzację w kangurze,może tam zasiedliły sie jakieś bakterie i nas atakują? Jutro muszę podejść do apteki po jakieś uodparniacze.No i jechać klimę odgrzybić.I do banku. I z Młodym na wymaz.Tylko skąd ja wezmę czas na to wszystko???

wtorek, 3 sierpnia 2010

Wspomnienia pieknych dni

Nie będę oryginalna pisząc że urlop zleciał zbyt szybko! Teraz pozostały wspomnienia. Akumulatory nieco naładowane choć do stanu pełnego daleko im,tydzień to zdecydowanie za mało! Może w sierpniu uda sie jeszcze kilka dni wykroić i odwiedzić mój ukochany Radków?
    Pobyt w muszynie upłynął nam pod znakiem zwierząt i górskich wycieczek,choc nie wiem czy wejście na Górę Parkową można tak nazwać? W każdym razie dwa razy wdrapaliśmy sie na Parkową,w ulewnym deszczu doszliśmy do Bacówki nad Wierchomlą,pózniej w słońcu zdobyliśmy Jaworzynę.Z tego ostatniego wyczynu jestem szczególnie dumna,to jednak kawał drogi z Muszyny a my daliśmy radę w obie strony!
Poza wycieczkami bawiliśmy koteczka mieszkającego w stercie drewna koło domu a chłopcy rozpoczęli naukę jazdy konnej! Spodobało im się,muszę poszukać stadniny i kontynuować naukę.
Klifa-cudny żrebak jedzący z ręki
Tak niewiele trzeba do szczęścia:)
Kićka nasza.

Maciej w lekkim strachu :)
<><>
<>
<><>
Paweł pierwszy raz na koniu





Troszkę padało







Relaks na basenie a ze woda zimna Gady wybrali loty:)














środa, 21 lipca 2010

Nie chce mi się

     Nie wiem czy to wina upałów,czy nieustajacych infekcji ale kompletnie nie mam sił.Nic mi sie nie chce,jedynie leżeć.A akurat ta jedna czynność (czy raczej bezczynność) jest mało osiągalna.
      Jedynym światełkiem w tunelu jest swiadomość ze w sobotę spakuję manatki,wsiądę w auto i pojadę w ukochane góry.Pokoje u Ojca zarezerwowane,przez tydzień zamierzam sie lenić.W przerwach lenistwa moze trochę połazimy po górach.Pogodę smętną zapowiadają ale liczę że sie nie sprawdzi;)
   A teraz jeszcze trzeba sie zmobilizować i popracować kilka dni:(((

poniedziałek, 12 lipca 2010

Upalny weekend z atrakcjami

      Angina zbiera swe żniwo,po Gadach i mojej mamie dopadła i mnie.W piątek wstałam z koszmarnym bólem gardła.Siłą woli pojechałam do pracy załatwić najważniejsze sprawy i udałam sie do lekarki. Moja pani doktor stwierdziła ze dawno takiej ksiazkowej anginy ropnej nie widziała.Przepisała oczywiście antybiotyk,oczywiście silny.Moja wątroba boleć zaczęła na sam widok recepty,ale cóż robić.
Piątek spędziłam w dresiku pod kocem,ktoś wspominał o upałach,ja miałam dreszcze z zimna. Gady oczywiście wspomagały mnie jak mogły,postanowiły nie iść na pole zeby z mamusią siedzieć a mamusia marzyła o dwóch godzinach swiętego spokoju!!!
     Cudnie silny antybiotyk na szczęście zaczął działać,w sobotę zauważyłam ze słonko świeci,lato jest.Spakowaliśmy potomstwo i pojechaliśmy na działkę.Tam spędziłam dzień w cieniu jabłonki i gruszy,leżałam na leżaczku i korzystałam z przywileju bycia chorą czyli pzowoliłam sie obsługiwać ;) Do towarzystwa przyjechała Megi z T,ich dziewczyny sa z babcią w górach więc oni cieszą sie wolnością.
Gady szybko zlekceważyły fakt że antybiotyki skończyli tyle co i wskoczyli do basenu.W sumie się im nie dziwię,przy tych temperaturach basen jest cudownym wynalazkiem.


Gady z kuzynką



Starszy Gad chce być strażakiem ;)

   Niedziela była bliżniaczo podobna do soboty,działka,cień,grill i legwan.Z tą różnicą że Młodszego Gada coś użarło w udo,spuchł dośc mocno więc wieczorem pojechałam do lekarki.Dostał maść na sterydach,wapno i claritine.
   A dziś koniec wolności,trzeba było już do pracy jechac :(((


Rozpalone lilie

Zmokniete pelargonie dla ochłody

poniedziałek, 5 lipca 2010

     Miniony tydzień pracowity był,czasem aż za bardzo.Kilka dni pracowałam po 10 godzin i wyczerpujące to było.Gdzie te czasy kiedy właśnie tak pracowałam na okrągło? Ale wtedy nie miałam dzieci,męża,praca była moim zyciem,także towarzyskim.Fajne były te czasy,oj fajne! Dobrze ze sie zdarzyły,teraz jest co wspominać.
    Dzisiaj mi tylko wspominki rozrywek zostały,Starszy Gad uległ anginie,od wczoraj jest na antybiotyku.Dzisiaj już odżył ale wczoraj cieniutki był,przeleżał cały dzień.No a ja oczywiście byłam w pracy,dobrze ze tata sie Gadem zajmował.
    Piątek i sobota za to były upalne i mokre-wraz z Megi i dziewczynkami popołudnia spedzaliśmy na działce.My sie smażyłyśmy plotkując a dzieci okupowały basen (stad zapewne angina Starszego).
     Dziś za to siedzimy w domu,to nawet miła odmiana,ostatnio prowadziłam nieco cygański tryb zycia:)