Padam na twarz i sie nosem podpieram! To nie był dobry pomysł dawać urlop pracownicy tuż przed planowanym wyjściem na wesele-niestety nie miałam wyjścia,sytuacja była taka ze ona musiała ten urlop dostać.
Wczoraj udało mi sie buty kupić,już myślałam że będę na bosaka tańczyć.Choć jeszcze nic nie wiadomo-obetrą i jednak zaliczę przebieżkę bez obuwia;)
Dziś mój zaklepany jako kierowca brat zadzwonił ze on niestety nie może nas odebrać,ale obiecał załatwić jakiegoś innego drajwera.Jak nie to ja wracam na piechotę,na trzeżwo tego wesela nie strawię!
Jutro oczywiście pobudka o piatej,odwalenie obowiązków w sklepie,o 11ej fryzjerka weżmie sie za ujarzmianie mojego afro,potem kosmetyczka.Postanowiłam sie porozpieszczać,a co!
Tak mi sie nie chce pracować a tu jeszcze tyle godzin ;(((
piątek, 22 października 2010
czwartek, 14 października 2010
Zapeszyłam :(
Okazało sie że przepychanie rury to nie taka prosta sprawa.Niby jest to oczywista oczywistość ale...
Wczoraj ze studzienki znowu zaczęło wybijac,pół nocy spędziłam z mopem w ręce scierając zamuloną wodę.Na szczęście pan z restauracji nad nami okazał daleko idącą współpracę,pomagał nam łącznie z tym że zostawili nieumyte talerze a mieli imprezę z okazji dnia nauczyciela.
Dziś od rana intensywnie molestowałam zarządzającego budynkiem i w końcu ma zrobić z tym porzadek.Będzie mnie to chyba kosztowało kolejna bezsenną noc bo będzie trzeba skuć płytki żeby dostać sie do syfonu ale jeżeli ma to rozwiązać problem jestem gotowa do poświęceń.
Poza tym dowiedziałam sie że mój słodki malutki Gadziorek jest niezłym bandytą w szkole,bije dzieci. Przeprowadziłam z nim rozmowę,obiecał poprawę.Zobaczymy.Dziś chwilę z jego panią rozmawiałam,pocieszyła mnie że panuje nad sytuacją więc może nie jest tak żle?
Wczoraj ze studzienki znowu zaczęło wybijac,pół nocy spędziłam z mopem w ręce scierając zamuloną wodę.Na szczęście pan z restauracji nad nami okazał daleko idącą współpracę,pomagał nam łącznie z tym że zostawili nieumyte talerze a mieli imprezę z okazji dnia nauczyciela.
Dziś od rana intensywnie molestowałam zarządzającego budynkiem i w końcu ma zrobić z tym porzadek.Będzie mnie to chyba kosztowało kolejna bezsenną noc bo będzie trzeba skuć płytki żeby dostać sie do syfonu ale jeżeli ma to rozwiązać problem jestem gotowa do poświęceń.
Poza tym dowiedziałam sie że mój słodki malutki Gadziorek jest niezłym bandytą w szkole,bije dzieci. Przeprowadziłam z nim rozmowę,obiecał poprawę.Zobaczymy.Dziś chwilę z jego panią rozmawiałam,pocieszyła mnie że panuje nad sytuacją więc może nie jest tak żle?
piątek, 8 października 2010
Rurę mam przepchaną ;DDD
Ostatnie dwa tygodnie moje mysli krązyły mało romantycznie wokół kanalizacji i szamba.
Mój sklep znajduje sie na parterze Domu Ludowego,na pietrze jest restauracja.Kanalizacji we wsi nie ma więc jest szambo.A na wywozie szamba oczywiście należy oszczędzać-taki tok myslenia musiał przyświecać właścicielom budynku.No i tak sie fajnie złożyło że przez studzienkę która jest centralnie na środku sklepu zaczęła wypływac woda z mułem.Nie lało sie jednym ciągiem,raczej falami,zawsze gdy coś sie działo w restauracji.
Po dwóch tygodniach nekania pana zarzadzającego budynkiem dziś nadszedł ten piekny moment gdy szambo zostało wypompowane do zera z uzyciem głowicy rozbijającej cos co zbryliło sie niemal w beton na dnie tegoż szamba.A trzech miłych panów przy pomocy tajemniczych urządzeń wyczyściło rury od środka!
Kamień wielkości Giewontu spadł mi z serca! Po nocach nie spałam zastanawiając sie czy przez noc zalało mi sklep czy nie!
Generalnie ten tydzień był stresujący,stare kłopoty się odzywają i zatruwają nam życie:( Nic to ,mam nadzieję że z pomocą przyjaciela z przeszłości uda sie wszystko pozałatwiać!
Mój sklep znajduje sie na parterze Domu Ludowego,na pietrze jest restauracja.Kanalizacji we wsi nie ma więc jest szambo.A na wywozie szamba oczywiście należy oszczędzać-taki tok myslenia musiał przyświecać właścicielom budynku.No i tak sie fajnie złożyło że przez studzienkę która jest centralnie na środku sklepu zaczęła wypływac woda z mułem.Nie lało sie jednym ciągiem,raczej falami,zawsze gdy coś sie działo w restauracji.
Po dwóch tygodniach nekania pana zarzadzającego budynkiem dziś nadszedł ten piekny moment gdy szambo zostało wypompowane do zera z uzyciem głowicy rozbijającej cos co zbryliło sie niemal w beton na dnie tegoż szamba.A trzech miłych panów przy pomocy tajemniczych urządzeń wyczyściło rury od środka!
Kamień wielkości Giewontu spadł mi z serca! Po nocach nie spałam zastanawiając sie czy przez noc zalało mi sklep czy nie!
Generalnie ten tydzień był stresujący,stare kłopoty się odzywają i zatruwają nam życie:( Nic to ,mam nadzieję że z pomocą przyjaciela z przeszłości uda sie wszystko pozałatwiać!
A w zeszłą niedzielę po męczących zakupach pojechaliśmy na Rogate Ranczo.Lubie to miejsce:)
![]() |
| Tola śpi zmęczona objadaniem klientów |
Strzelanie z łuku nie jest prostą sprawą!
![]() |
| Niby drewniane ryby a cięzko złowić! I can't dance-Phill Collins chyba na tych nartach stworzył przebój:) |
środa, 6 października 2010
Wersja druga ulepszona?
7 lat temu o 4.25 rano połozna połozyła na moim brzuchu maleństwo.No,nie takie maleństwo,4 110g żywej wagi.Jak go zobaczyłam powiedziałam do A.-mówiłam Ci ze to będzie Maciek;) Mieliśmy problem z wyborem imienia ale czy taki misio mógl nie zostać Mackiem?
Powtórne macierzyństwo było dla mnie zdecydowanie łatwiejsze pod względem psychicznym,dziecko już nie wywróciło mojego świata do góry nogami,wpasowało sie niemal bezkolizyjnie do naszej rodziny. Starszy brat przyjął młodszego bez entuzjazmu ale nie miał morderczych zapędów.Juz po pół roku nie chciał go oddać cioci która proponowała że zabierze sobie Maciusia na noc;)
Teraz są najlepszymi przyjaciólmi,kłócą sie i biją bez przerwy.
A pani K.,nauczycielka Macka wylała ostatnio miód na moje serce mówiąc mi ze z Macieja bardzo mądry facet jest! Gadatliwy,roztrzepany ale inteligentny a ona takie dzieci lubi:) Znam ją już trochę i wiem że nie chwali bez powodu więc szczęśliwa byłam słysząc taką opinię:)
Powtórne macierzyństwo było dla mnie zdecydowanie łatwiejsze pod względem psychicznym,dziecko już nie wywróciło mojego świata do góry nogami,wpasowało sie niemal bezkolizyjnie do naszej rodziny. Starszy brat przyjął młodszego bez entuzjazmu ale nie miał morderczych zapędów.Juz po pół roku nie chciał go oddać cioci która proponowała że zabierze sobie Maciusia na noc;)
Teraz są najlepszymi przyjaciólmi,kłócą sie i biją bez przerwy.
A pani K.,nauczycielka Macka wylała ostatnio miód na moje serce mówiąc mi ze z Macieja bardzo mądry facet jest! Gadatliwy,roztrzepany ale inteligentny a ona takie dzieci lubi:) Znam ją już trochę i wiem że nie chwali bez powodu więc szczęśliwa byłam słysząc taką opinię:)
piątek, 1 października 2010
Zakup mnie czeka i jakoś sredni entuzjazm budzi on we mnie.Termin wesela zbliża sie nieuchronnie,a na wesele trzeba by sie jakoś ładnie ubrać.Generalnie preferuję sportowy styl więc moja szafa pełna jest dżinsów i bluzek,sukienek niet. Mężowi mojemu też by sie nowy garnitur przydał,do tej pory wszystkie uroczystości w ślubnym odbębniał,teraz jednak jako ojciec chrzestny pana młodego powinien sie w czyms mniej obcisłym w pasie pokazać;)
W niedzielę sie na krakowska tandetę wybieramy,jeśli tam nic nie będzie to Bonarkę odwiedzimy. Znów się będę wkurzać ze nic na mnie nie ma,wszystko jest szyte na anorektyczne modelki bez bioder.A ja mam biodra i potrzebuję sukienkę w stylu lat 50,rozszerzaną dołem.Może sie uda coś znależż,bo na szycie jakby mało czasu już jest!
Odwiedziłam wczoraj moją ulubioną fryzjerkę i mam teraz cudownie proste włosy.Jakaż to odmiana po nieodłącznym afro na głowie:) Patrzę w lustro,patrzę i nie mogę sie napatrzeć! Zdecydowanie częściej muszę sobie fundować taką odmianę.Jutro jedziemy na basen więc afro powróci na swoje miejsce.
W niedzielę sie na krakowska tandetę wybieramy,jeśli tam nic nie będzie to Bonarkę odwiedzimy. Znów się będę wkurzać ze nic na mnie nie ma,wszystko jest szyte na anorektyczne modelki bez bioder.A ja mam biodra i potrzebuję sukienkę w stylu lat 50,rozszerzaną dołem.Może sie uda coś znależż,bo na szycie jakby mało czasu już jest!
Odwiedziłam wczoraj moją ulubioną fryzjerkę i mam teraz cudownie proste włosy.Jakaż to odmiana po nieodłącznym afro na głowie:) Patrzę w lustro,patrzę i nie mogę sie napatrzeć! Zdecydowanie częściej muszę sobie fundować taką odmianę.Jutro jedziemy na basen więc afro powróci na swoje miejsce.
sobota, 25 września 2010
Siła sióstr
W zamian za przewagę testosteronu wsród moich najbliższych-trzech braci,mąż,dwóch synów los był łaskaw podarować mi Megi-miemal siostrę ;) Więzów krwi między nami nie ma,są wszelakie inne. Ja generalnie jestem kiepska w kontaktach międzyludzkich,nie mam stada psiapsiółek i nawet go nie szukam.
Mam za to dwie prawdziwe przyjaciółki,takie na które mogę liczyć zawsze i wszędzie.Jedna niestety jest daleko więc nasze kontakty są ograniczone do netu,za to Megi jest blisko.Co nie znaczy że sie często spotykamy bo jak zwykle czasu brak.
Wczoraj jednak udało sie umówić,poszłyśmy na nasz miejski rynek usiąść w ogródku,napoić spragnione ciała dryniami i nakarmić spragnione dusze pogaduchami.Moje Gady ze szczęściem w oczach taplały sie w fontannie,zupełnie jakby mieli po pięć lat.Ale co im będę żałować,to już chyba ostatnie podrygi lata,ciepłe dni zamienią sie w szarą pluchę więc trzeba wykorzystywać każdy promień słońca.
Takie spotkanie jest chyba lepsze niż wizyta u psychologa,ktoś kto by nas słuchał z boku pewnie by pomyślał ze nie po kolei w glówkach mamy(a może mamy???) a my po prostu zrzucamy w rozmowie problemy dnia codziennego,narzekamy na mężów naszych ukochanych,na dzieci jeszcze bardziej ukochane,smiejemy sie same z siebie,opieprzamy nawzajem za głupie gadanie.
Ciesze sie bardzo że Megi jest w moim życiu:)
A dzisiaj będę sadzić tulipany i borówki,myc auto i nadzorować prace odwodnieniowe na budowie.Nacieszę oczy widokiem kwitnącego clematisa,który całe lato odmawiał współpracy a teraz kwitnie jak szalony.Pojem malin prosto z krzaka. Na jutro juz deszcz zapowiadają :(
Mam za to dwie prawdziwe przyjaciółki,takie na które mogę liczyć zawsze i wszędzie.Jedna niestety jest daleko więc nasze kontakty są ograniczone do netu,za to Megi jest blisko.Co nie znaczy że sie często spotykamy bo jak zwykle czasu brak.
Wczoraj jednak udało sie umówić,poszłyśmy na nasz miejski rynek usiąść w ogródku,napoić spragnione ciała dryniami i nakarmić spragnione dusze pogaduchami.Moje Gady ze szczęściem w oczach taplały sie w fontannie,zupełnie jakby mieli po pięć lat.Ale co im będę żałować,to już chyba ostatnie podrygi lata,ciepłe dni zamienią sie w szarą pluchę więc trzeba wykorzystywać każdy promień słońca.
Takie spotkanie jest chyba lepsze niż wizyta u psychologa,ktoś kto by nas słuchał z boku pewnie by pomyślał ze nie po kolei w glówkach mamy(a może mamy???) a my po prostu zrzucamy w rozmowie problemy dnia codziennego,narzekamy na mężów naszych ukochanych,na dzieci jeszcze bardziej ukochane,smiejemy sie same z siebie,opieprzamy nawzajem za głupie gadanie.
Ciesze sie bardzo że Megi jest w moim życiu:)
A dzisiaj będę sadzić tulipany i borówki,myc auto i nadzorować prace odwodnieniowe na budowie.Nacieszę oczy widokiem kwitnącego clematisa,który całe lato odmawiał współpracy a teraz kwitnie jak szalony.Pojem malin prosto z krzaka. Na jutro juz deszcz zapowiadają :(
![]() |
| Clematis szaleńczo kwitnący ;) Zawsze uwielbiałam czerwieniejące liści winobluszczu! |
wtorek, 21 września 2010
Głowa mnie boli.Już od soboty nieznośny ból zatruwa mi życie,nie wiem czy to hormony czy permanentny stres.Jednego i drugiego nie da sie wyeliminować więc trzeba z tym żyć.Choć różnokolorowe tabletki powinny regulować mój układ hormonalny więc może będzie lepiej?
Poranek spędziłam na namawianiu Młodszego Gada żeby jechał z klasą na basen.Stwierdził że gardło go boli i nie może jechać.Kit to był ewidentny,po rozmowie okazało sie,że sie po prostu boi jechac bez nas. Wytłumaczyłam mu że jest w lepszej sytuacji niż inne dzieci,niektóre nigdy nie były na basenie a on jeżdzi co tydzień,wie gdzie co jest,wie co trzeba zrobić.No i umie pływać! Gorzej będzie jak pan ich z brodzika nie wypuści,to sie Młody wynudzi:) Ostatnio na lekcji kraula z deską trenował,zabawnie to wygladało,ale początki zawsze są trudne.Ja do dziś nie potrafię kraulem pływać :(
Pogoda wreszcie piękna,słoneczna,szkoda tylko że nie ma kiedy z niej korzystać,Starszy Gad duzo nauki ma i popołudnia przy książkach spędza.
A ja sie do trójki klasowej u Młodszego zgłosiłam! Sama w to jeszcze nie wierzę!
Poranek spędziłam na namawianiu Młodszego Gada żeby jechał z klasą na basen.Stwierdził że gardło go boli i nie może jechać.Kit to był ewidentny,po rozmowie okazało sie,że sie po prostu boi jechac bez nas. Wytłumaczyłam mu że jest w lepszej sytuacji niż inne dzieci,niektóre nigdy nie były na basenie a on jeżdzi co tydzień,wie gdzie co jest,wie co trzeba zrobić.No i umie pływać! Gorzej będzie jak pan ich z brodzika nie wypuści,to sie Młody wynudzi:) Ostatnio na lekcji kraula z deską trenował,zabawnie to wygladało,ale początki zawsze są trudne.Ja do dziś nie potrafię kraulem pływać :(
Pogoda wreszcie piękna,słoneczna,szkoda tylko że nie ma kiedy z niej korzystać,Starszy Gad duzo nauki ma i popołudnia przy książkach spędza.
A ja sie do trójki klasowej u Młodszego zgłosiłam! Sama w to jeszcze nie wierzę!
wtorek, 14 września 2010
Urodziny.
10 lat temu leżałam w szpitalu,okrutnie zmęczona i wciąż zdziwiona.Patrzyłam na mały tłumoczek leżący w łóżeczku i myślałam "To moje dziecko? I co ja mam teraz z nim zrobić? Czy ja go kocham?"
Odpowiedzi na te pytania przyszły póżniej,dziecko okazało sie jak najbardziej moje,podobne do mnie fizycznie i psychicznie.Obsługa techniczna nie była skomplikowana a miłość...A miłość przyszła nie wiadomo kiedy i okazała sie być silniejsza niz wszystkie inne uczucia.
Początki na pewno nie były łatwe,wiele łez popłynęło,wiele nieprzespanych nocy zaliczyłam.Pierwsze dziecko zmienia cały świat i wcale nie jest łatwo sie z tym pogodzić.
Teraz Paweł jest 10-letnim przystojniakiem,niedługo będzie większy ode mnie.Wciąż jest nadwrażliwy choć teraz już stara sie tego nie pokazywać,chowa sie za pozą cwaniaczka.Jest zdolny,inteligentny choć nieco leniwy ;)
A ja rano w pospiechu zapomniałam ucałować go w dniu urodzin,nadrobimy to popołudniu. Mój duzy chłopczyk ma juz 10 lat!!!
Odpowiedzi na te pytania przyszły póżniej,dziecko okazało sie jak najbardziej moje,podobne do mnie fizycznie i psychicznie.Obsługa techniczna nie była skomplikowana a miłość...A miłość przyszła nie wiadomo kiedy i okazała sie być silniejsza niz wszystkie inne uczucia.
Początki na pewno nie były łatwe,wiele łez popłynęło,wiele nieprzespanych nocy zaliczyłam.Pierwsze dziecko zmienia cały świat i wcale nie jest łatwo sie z tym pogodzić.
Teraz Paweł jest 10-letnim przystojniakiem,niedługo będzie większy ode mnie.Wciąż jest nadwrażliwy choć teraz już stara sie tego nie pokazywać,chowa sie za pozą cwaniaczka.Jest zdolny,inteligentny choć nieco leniwy ;)
A ja rano w pospiechu zapomniałam ucałować go w dniu urodzin,nadrobimy to popołudniu. Mój duzy chłopczyk ma juz 10 lat!!!
niedziela, 5 września 2010
Zmiana w mysleniu o zmianach?
W rozmowie z przyjaciółką stwierdziłyśmy ostatnio obie że nie lubimy zmian. Są be,błe,trzeba sie do nowego przyzwyczajać i w ogóle.
Potem tak sobie myslałam o tym i wyszło mi że gówno prawda!
Monotonia mnie przeraża,nudzi i męczy,nie znoszę dnia swistaka,powtarzanie tych samych czynności co dzień do łez mnie doprowadza.Na szczęście prowadzę tryb zycia w którym dni różnią sie od siebie,pracuję w róznych godzinach,robie rózne rzeczy.Część z nich oczywiście sie powtarza,to nieuniknione.
Pamiętam moja pierwszą pracę-w hurtowni u brata.Mieliśmy świetną ekipę,byliśmy młodzi,zgrani,nie mieliśmy jeszcze rodzin i zobowiązań.Imprezy organizowały sie same,zarwane noce nie przeszkadzały w pracy.Odejście stamtąd wydawało mi sie niewyobrażalne.Aż przyszedł moment że poczułam że czas na coś nowego,że "wyrosłam" z tamtego zycia.Wyszłam za mąż,urodziłam dzieci.
Teraz już nie oczekuję że coś będzie na zawsze.Staram sie łapać fajne chwile w tym co jest teraz,jak jest żle zaciskam zęby i czekam na lepszy czas. Bo,jak śpiewał Sted "od stania w miejscu niejeden już zginął,niejeden zginał juz świat"
Potem tak sobie myslałam o tym i wyszło mi że gówno prawda!
Monotonia mnie przeraża,nudzi i męczy,nie znoszę dnia swistaka,powtarzanie tych samych czynności co dzień do łez mnie doprowadza.Na szczęście prowadzę tryb zycia w którym dni różnią sie od siebie,pracuję w róznych godzinach,robie rózne rzeczy.Część z nich oczywiście sie powtarza,to nieuniknione.
Pamiętam moja pierwszą pracę-w hurtowni u brata.Mieliśmy świetną ekipę,byliśmy młodzi,zgrani,nie mieliśmy jeszcze rodzin i zobowiązań.Imprezy organizowały sie same,zarwane noce nie przeszkadzały w pracy.Odejście stamtąd wydawało mi sie niewyobrażalne.Aż przyszedł moment że poczułam że czas na coś nowego,że "wyrosłam" z tamtego zycia.Wyszłam za mąż,urodziłam dzieci.
Teraz już nie oczekuję że coś będzie na zawsze.Staram sie łapać fajne chwile w tym co jest teraz,jak jest żle zaciskam zęby i czekam na lepszy czas. Bo,jak śpiewał Sted "od stania w miejscu niejeden już zginął,niejeden zginał juz świat"
wtorek, 24 sierpnia 2010
Korzystając z wolnej chwili
Nie tak do końca wolnej bo własnie powinnam prasować ale odłożę to do jutra ;)))
Ostatni weekend pozwolił nacieszyć sie słońcem i ciepłem,dopiescił skóre brązującymi promieniami.
Ostatni weekend pozwolił nacieszyć sie słońcem i ciepłem,dopiescił skóre brązującymi promieniami.
![]() |
| Panowie moczą klejnoty ;) |
![]() |
| Sliczna gąsieniczka unicestwia mój agrest :) |
![]() |
| Majowe deszcze wypłukały wszystkie nasionka,tylko jeden słonecznik sie ostał! |
![]() |
| Zuzanka zdecydownie woli na łóżeczku leżec! A teraz pada deszcz,jest szaro i smętnie,i jesień czuć w powietrzu:((( |
Subskrybuj:
Posty (Atom)










