niedziela, 15 czerwca 2014




  Zalecenie lekarza brzmi-leżec z nogą ułożoną wysoko,wskazana pełna obsługa pacjentki. Kocham mojego doktorka :) Blokadę w piętę mi dziś wstrzyknął,ma to zmniejszyc stan zapalny rozscięgna i sprawic ze będę mogła normalnie funkcjonowac. Chodzic i biegac. Skakac nie muszę,nie lubię ;)
   No więc leżę.nóżka ułożona wyżej,laptop na kolankach,w tle X-man oglądany przez męża.
Nie wiem jak ja przeżyje ten dzień! Nosi mnie!

A za tydzień tradycyjne kinetikowe wianki,biel szat i kwiecie na głowie,oj będzie się działo :) Przyjaciel akurat 40kę będzie obchodził,piekę mu torta brownie,bo jak kiedys mi powiedział ma takie marzenie-miec całe brownie tylko dla siebie. Będzie je miał :) Dla reszty towarzystwa upiekę osobno a torcik będzie tylko dla M.

Po wiankach w niedzielę wybieramy się również kinetikową ekipą na koncert Zakopowera,grają w sąsiedniej miejscowości na dniach miasta. W planach oddanie wianków Sebastianowi ;) To będzie intensywny weekend ;D

środa, 4 czerwca 2014



No,jeszcze nie na wakacje,na razie na wycieczki. Starszy Gad zgodnie z gimnazjalną tradycją ruszył na podbój Włoch,na 10 dni. Otrzymałam od niego następujące smsy "Mamo,zapomniałem ładowarki,przyślij mi" No chyba gołębiem,bo wycieczka objazdowa,co noc gdzie indziej śpią więc małe szanse na odnalezienie adresata. "Mamo,czemu mi balsamu po opalaniu nie spakowałaś,spaliłem stopy i kark" tiaaaa,przecież Gad rączek nie posiada,rozumu jak widac też nie,mamusia nie zapakowała to maleństwo nie posiada. Spytałam grzecznie czy tam sklepów nie ma i nie może nabyc na miejscu rzeczonego balsamu? No nie wpadł na to. Ale jak mamusia mózg na własciwy tor naprowadziła okazało się że się da. Kupił balsam.
Wczoraj wieczorkiem sms "Byliśmy w Maribilandii,wydałem tylko 13 euro" Starszy Gad sępem z natury jest,nie po mamusi. Odpisałam żeby jednak jakies przyjemności sobie zafundował a nie tylko ściubił kasę. Aczkolwiek znowu w euro nie opływa,dałam mu 50,przynajmniej durnych pamiątek nie nakupuje.

A w kupowaniu durnych pamiątek miszczem jest Młodszy Gad który pojechał na dwudniową wycieczkę w Góry Stołowe. Ech....to moje miejsce na świecie. Jeśli miałabym miec gdzies siedlisko na końcu świata byłoby właśnie tam. W Radkowie najchętniej. Tam byłam szczęśliwa. Fakt,dzieckiem byłam,nie ważne było że w sklepach nic nie ma,ważne było towarzystwo koleżanek i kolegów,pogoda,basen,zalew. Do dzis letnie zapachy przenoszą mnie błyskawicznie właśnie do Radkowa. Zapach kwitnących dzikich róż,rozgrzanych podkładów kolejowych,asfaltu parującego na deszczu. To se ne wrati. Ale dobrze że było :)

No,ale o Gadzie miało byc,co to kase musi do ostatniego grosika wydac. Zwozi jakies statki w butelce,góralskie kapelusze,obrazki,szklane kule itp. Stawia to potem na półce i zapomina odkurzac. Wrrrrrrrrrr. Właśnie dzwonił że wyjeżdżają. Koło 19ej pewnie będą w domu.

A 1 lipca wysyłam obydwa Gady na 25 dni nad morze na obóz harcerski. Bez telewizora,komputera,konsoli. Odtrują się ;)

piątek, 23 maja 2014



Jaszczurką jestem. Choc w sumie tygrysy też kochają słońce...to jednak wolę pozostac tygrysem ;) W końcu moje ukochane temperatury zapanowały,no i słoneczko rulez,i idealnie jest. No,prawie idealnie,kilka zgrzytów musi byc. Ale nie o nich teraz.
Jeden z nich to moje potencjalne zapalenie powięzi podeszwy,czyli zaje...fajny ból stopy. Wczoraj jak ostatnia oferma kuśtykałam. Dziś po laserze i krio jakby ciut lepiej było. Ulubiony doktorek pociesza że to może tylko przeciążenie a nie zapalenie. Tej wersji się będę trzymac bo przy zapaleniu powinno się ok 6 tyg pauzowac,tzn nie trenowac. NO WAY!

Jednakowoż kilka dni mogę odpuścic. Ofkors treningi,pracy przecież nie mogę odpuścic. I w ramach odciążania nogi zalegam sobie na leżaczku w słoneczku mym ukochanym z książeczką w łapie. Skończyłam serię o Harrym Hole,będzie mi go brakowało mimo wszystkich okropieństw które go spotykały. Skończyłam Taniec ze smokami czyli literacki pierwowzór serialowej Gry o tron. I jakoś serial mniej mi się podoba,jednak siłą rzeczy musi byc okrojony,uproszczony. No i czas może żeby coś lżejszego poczytac,bez obdzierania ze skóry,umierania z głodu i tarzania się w nałogach.

Wczoraj z Michaliną zaliczyłyśmy pierwsze szkolenie. Miśka się uczyła chodzic przy nodze,ja się uczyłam prowadzic ją prawidłowo i wydawac komendy. I chyba psiurze szło lepiej niż mnie ;) Choc focha szczeliła w pewnym momencie konkursowego,pan trener śmiał się że pierwszy raz widzi żeby pies łapami smycz trzymał! Gorąco jej było,ona żle znosi upały. Futro ma przecież jak na niedżwiedziu. Ale dziś już sama z nią trenowałam i całkiem nieżle nam szło. Mądra z niej bestia jest choc charakterna ;)


czwartek, 15 maja 2014




Mało piśmienna ostatnio jestem,bieżące sprawy na dworcu wylewam na szybko a blog jakoś do dłuższej formy wypowiedzi mobilizuje,może niepotrzebnie?

Wiosna zamieniła się w zimne wietrzne coś,z zapowiedzią ulew,mamy pływac ponoc we własnych ogródkach. Wrrrr. Przyłożyłam się w tym roku do prac ogrodowych,zachciało mi się miec ładnie,liczyłam że Michalinie też się spodoba. Tiaaaa. Bardzo się jej spodobało. Tylko jednak woli że było po jej myśli. Więc ja wsadzam roślinki,Miśka je wykopuje i przenosi. Nie straszne jej jałowce ani róże. Kolcoodporny pysk bydlątko posiada. No i  uwielbia na nornice polowac. Tzn ryje w ziemi tam gdzie czuje że nornica przechodziła. Nic to że nornica tydzień temu tam była. Dziura musi byc. Porządna,duża,w końcu jak Miśka coś robi to serce w to wkłada. A także łąpy i łeb,i pół psa. A pies już ze 4 dychy waży. Jak nie lepiej. 9 maja rok minął odkąd białe futro mam u siebie. Był to rok częstego odkurzania,zakopywania dziur i łatania ogrodzenia ;)

Najlepszą przyjaciółką Michaliny jest Matylda. Blondynki łażą wszędzie razem,kociówa uwielbia się ocierac o wielką psicę,wyjadac jej z miski też lubi. W ogóle Matylda coraz bardziej przytulna się robi,ofkors tylko wtedy gdy ona chce,ale zdarza się że przychodzi się o mnie poocierac. Ona taka najbardziej "moja" jest,przychodzi gdy ją wołam,można z nią pogadac,jest dobrym słuchaczem.Pręgowane Paskudy pozostają kocimi indywidualistkami,robią co chcą ;)

blondynki :)                                                                  


piątek, 7 marca 2014



Gdybym mogła byc mężczyzną... Dobrze że nie mogę ;)
Lubię byc kobietą. Choc nie eksponuję kobiecości,nad czym nieustannie ubolewam,i obiecuję sobię zmianę stylu,i zawsze wygrywa zamiłowanie do wygody i sportowych ciuchów.
Jutro wybieramy się z Megi świętowac Dzień Kobiet w Bowling Club,mniej mnie kręci cała atmosfera tego święta,bardziej fakt że w końcu będziemy miały okazję pogadac spokojnie we dwie,bez męskiego towarzystwa. Bo ono fajne jest ale czasem trzeba omówic problemy przeznaczone tylko dla ucha przyjaciółki. Ostatnio i tak zaliczyłyśmy kapitalną imprezkę w piżamach,oczywiście w Kinetiku,atmosfera była świetna. Były bitwy na poduszki,były tańce,były śpiewy,nasze szaleństwo przy Sztywnych i "Łożu w kolorze czerwonym" wprawiło naszego brazylijskiego Edilsona w stan szoku ;) I tylko pytał czemu tak na zajęciach nie tańczymy i nie kręcimy tym co trzeba z taką pasją. Otóż na zajęciach brakuje wspomagaczy ;P
we can dance ;)





Pieniążki za mieszkanie wpłynęły,i już jestem na etapie martwienia się że jest ich za mało,i nie mam na myśli tego że chciałabym zaszalec i poleciec na wakacje w ciepłe kraje (oj,chciałabym!) tylko że nie wiem jak bedzie dalej...No,ale JAKOŚ przecież będzie...

czwartek, 27 lutego 2014





Jestem bezdomna.
Sprzedałam mieszkanie. Dom wciąż nie ma odbioru więc nie możemy się zameldowac. Więc jesteśmy bezadresowi. Chciałabym już miec wszystko pozałatwiane,poukładane! Mam nadzieję że tak będzie w ciągu miesiąca.
Wczoraj przekazałam klucze od mieszkania. Dziwnie mi było. Do tej pory cały czas myślałam tylko o tym żeby je sprzedac i miec spokój. Ale przecież to mój dom był przez tyle lat...Tam się wychowałam,tyle wspomnień tam zostało... Wiem,sentymentalna jestem beznadziejnie.
A teraz czekam aż wpłynie kasa na konto i będę mogła połatac dziury w budżecie.
I kupię sobie buty do biegania :)))) Nie wiem kiedy jeszcze bieganie zmieszczę w czasie ale JAKOŚ się uda! 
Moi panowie nie zamierzają mi towarzyszyc,Młodszy Gad w końcu nauczył się na rowerze jeżdzic wiec oni na rowerki wsiądą a ja sobie pobiegnę w świat.
W sobotę kolejna kinetikowa impreza,tym razem piżama party. Tradycyjnie będzie się działo!

piątek, 14 lutego 2014




 Oglądam właśnie kwalifikacje do jutrzejszego konkursu olimpijskiego w skokach. Nadzieje są ogromne. Rozbudzone poprzednim zwyciestwem,które przyszło Kamilowi ot tak,z lekkością,swobodą,łatwością. Ja wiem że ot tak nic nie przychodzi,że to lata ciężkiej pracy ale myślę że warto było. I niezależnie od jutrzejszego wyniku Kamil jest Mistrzem. We wtorek na latino dance nasz kinetikowy Brazylijczyk mieszkający od 20 lat w Polsce pyta: "oglądałyście jak Kamil wygrywał? spłakałem się jak bóbr"
Ja też się spłakałam. Lubię takie łzy :)
Spłakałam się też dzięki Justynie,jej "wygram albo zdechnę" jest świetnym mottem życiowym. Postaram się o nim pamiętac. 
Na razie walczę z moją ręką która nie chce mnie słuchac,mam przykurcz w nadgarstku,blizna tez jest nieładna,straszę ją laserem i ultradzwiękami,widac już efekty ale droga jeszcze daleka. Próbowałam ostatnio czaturangę zrobic ale wyszło plaśnięcie na matę,nie jestem w stanie aż tak zgiąc nadgarstka. Moc też poszła sobie,powoli zaczynam cwiczyc z cieżarkami,trzeba odbudowac mięśnie.
A jutro robię imprezę imieninową,będę się produkowac kulinarnie,dziś zrobiłam roladkę szpinakową z łososiem,bo musi się schłodzic. Reszta jutro,sałatki muszą byc na świeżo. No i serki moje ukochane będą,znowu sie najem,buuuu,od poniedziałku muszę zacząc się odchudzac!!!

wtorek, 4 lutego 2014




Tak sie ostatnio zastanawiam czy ja lubię moje życie. Czy zamieniłabym je na inne. Jak w tych filmach co to bohater zgorzkniały i marudny,potem czary mary i jest kimś innym. Ładniejszym,bogatszym ale nie szczęśliwszym bo odkrywa że jednak tamto było fajniejsze. Bo było jego.
Marudośc mam wrodzoną,krytycyzm wpadający w krytykanctwo też. Często mi się wydaje że u sąsiada trawa jednak zieleńsza. Co nie oznacza że chcę mu tę trawę roundoupem polac coby mu zeschła. Aż tak to nie. Ale nie uważam że moje dzieci są najcudowniejsze w świecie,mąż najprzystojniejszy a ja najbardziej wysportowana. Jedno do czego nie mam zastrzeżeń to moje zwierzaki-Miśka niewątpliwie jest napiękniejszą goldenką świata,a kociarki w ogóle najśliczniejsze.Każda jedna. Nawet różowy nos Matyldy zaczyna mi się podobac ;)
Parę błedów w życiu zaliczyłam,potłukłam tyłek,na szczęście zawsze był ktoś kto mnie wtedy za rękę potrzymał. Zawsze miałam szczęscie do ludzi...
Qrcze,no i już nie wiem o czym chciałam pisac,miało byc właśnie o ludziach którzy mieli na mnie wpływ,którzy jakiś ślad odcisnęli,którym mogę powiedziec "Nigdy Ciebie nie zapomnę" 
Miało byc że ludzie odchodzą,niekoniecznie ostatecznie,czasem po prostu kontakt się urywa a potem po latach się spotykamy i zdarza się że jest tak jakby tych lat nie było,i to jest fajne. Czasem się zdarza że już nie mamy o czym ze sobą rozmawiac i to jest mniej fajne ale nie umniejsza roli jaką kiedys ten ktos odegrał. 
Ech,zamotałam sie ale nie będę kasowac ani poprawiac,niech zostanie. 
Lecę zaraz na rehabilitację,potem pilates i latino dance,ostatnio udało mi się cały układ zapamiętac,normalnie sukces stulecia!!!

poniedziałek, 27 stycznia 2014




Nie podoba mi się starośc. Nie podoba mi się obumieranie szarych komórek,postępująca niedołężnośc. 
Jestem tzw póżnym dzieckiem,mama miała 39 lat gdy mnie urodziła. Gdy zrozumiałam że jest "inna" od mam moich koleżanek zaczęłam się bac że umrze,że zostanę sama. Bracia byli dużo starsi,wychowywałam się jak jedynaczka. 
Teraz mama ma 78 lat. Wiem że ludzie w jej wieku bywają w pełni sprawni. Ona też długo radzila sobie dobrze,przecież jeszcze moimi dziecmi się zajmowała gdy były małe. W pewnym momencie jednak utknęła w domu,przed telewizorem. Nigdy nie miała grona znajomych,ma dwa lata młodszą siostrę i jedynie z nią utrzymuje przyjacielskie kontakty. 
Zaczyna się zapominac,myli imiona i dzieci i zwierząt. Chłopaków nazywa imionami moich braci. 
Jej ulubiony sposób spędzania czasu to oglądanie seriali i tych wszystkich durnych programów typu "Szpital" czy inne "Trudne sprawy". Przeżywa wszystkie telewizyjne ploteczki o celebrytach bardziej niż to co się dzieje realnie.
Fizycznie też nie jest dobrze,i serce szwankuje,i w ogóle nie ma sił ani chęci na jakąkolwiek aktywnosc typu spacer. Zresztą słabe serce powoduje zadyszkę i utrudnia chodzenie.
Ech.
Nie udała się starośc...

wtorek, 21 stycznia 2014




Ach,cóż za cudowny początek roku! Normalnie ekstaza.
Że z rączką nie halo wiadomo,goi się ale to trwa. Dłuuuugo trwa. Za długo.
Ale żeby nudno nie było to sks zaczął przypominac że przecież urodziny były,nie 18te niestety tylko ciut cyferki urosły. Ciut bardzo. No i z wrażenia skoczyło mi ciśnienie. Jak skoczyło tak zostało,na poziomie przekraczającym normy. Zwłaszcza dolne postanowiło zamienic sie miejscami z górnym. Próbowałam ignorowac,czekac aż zadziała najlepsza metoda czyli-samo przejdzie.
Uparte jednak Ci ono.Spodobało mu się na wysokościach. Więc zabrałam je do doktora,nie byle jakiego,do samego ordynatora kardiologii się wybrałam,w końcu moje ciśnienie jest go warte. Wizyta prywatna ofkors,terminy w przychodni są na drugą połowę roku. W sumie do tej pory może faktycznie by samo przeszło,znudziłoby mu się bujanie w chmurach ;)
Jednak ja nadgorliwa zadzwoniłam,umówiłam się na wizytę na godz.19.15,gdy się zjawiłam w poczekalni kłębił się dziki tłum. Jak w przychodni sponsorowanej przez NFZ. Po pół godzinie oczekiwania w pozycji stojącej się załapałam na krzesełko,dobrze że nie poszłam sama tylko zabrałam Harrego Hole,ubarwiał mi czas oczekiwania. Nie ma jak dobry kryminał przed pomiarem ciśnienia!
W końcu się doczekałam,w połowie książki już byłam,dochodziłą 22ga. Pan doktor ordynator wypytał,opukał,pougniatał,zechem serca pogadał. Mam nadciśnienie płucne na tle alergicznym,cokolwiek to znaczy. Doktora Googla boję się pytac. Przepisał jakieś prochy,w tym antystresowe,bo ofkors stresu mam unikac. Jak unikac nie powiedział. 
Po proszkach jakby lekko mało przytomna się poczułam. Nie żeby odlot ale lekkie rozkojarzenie. Rozkojarzenie które zaoowocowało wymuszeniem pierwszeństwa przeze mnie i stłuczką. Lekką na szczęście.Ale jednak. 15 lat jeżdzę i nigdy mi się coś takiego nie zdarzyło. Ponoc zawsze musi byc ten pierwszy raz...Bywają przyjmniejsze.
No. Nie dośc że z kasą krucho,choc tu światełku w tunelu prześwituje,są chetni na mieszkanie,a w końcu mogę je sprzedac!!!! Tysiaka trzeba było w kangura wsadzic. 
Dziś wracam do domu a tu płyta indukcyjna sobie wolne wzięła,nie gada z nami. Nie pierwszy taki jej wybryk. Mój się odgraża że ją na gazową wymieni ale ja już mam wizję płonących kocich ogonów,przecież futrzaki stołówkę mają na zmywarce tuż przy kuchence.
Może się uda jeszcze tę naprawic :(