niedziela, 20 marca 2016

Ponoć dziś o 5,30 zaczęła się astronomiczna wiosna. Michalina wyczuła pismo nosem i obudziła mnie z tek okazji o 5ej. Do 5,15 usiłowałam ją zignorować,jednakowoż uparta z niej bestia. Skoro codziennie pani o tej porze wstaje to co to za zmiany w niedzielę??? Pies musi pilnować porządku w stadzie. 
Pani na pół ślepo spełzła na dół,wypuściła duże zwierzę na wybieg,cztery koty już czekały przy miskach,przeca to tradycyjna pora karmienia.
No. Tak że wiosnę uważam za rozpoczętą.Nic to że zimno i ponuro za oknem. 
Będzie lepiej. Spakujemy zimowe kurtki i buty,zimowe swetry i szaliki,schowamy z nadzieją że nieprędko będzie trzeba je znów wyciągać.
Wiosna nieodmiennie budzi w moim sercu nadzieję. Na to że jeszcze będzie przepięknie. Jeszcze będzie normalnie. Że życie podaruje więcej tych lepszych chwil. Że będzie jakieś jutro i to niekoniecznie będzie koniec świata.
Wiosną pozwalam sobie na marzenia...

środa, 13 stycznia 2016

Nowy Rok,czas postanowień,minął. Urodziny,czas podsumowań,minął. A ja wciąż nie podsumowana,bez postanowień. Plynę z prądem. Apatia to moje drugie imię.
Miałam się odchudzać. Wytrzymałam dwa dni. A waga stoi i straszy. W sensie łazienkowa,moja osobista rośnie. I straszy. Mięśnie zanikają,warstwa tłuszczu się powiększa.
Kiedyś się ogarnę,ale jeszcze nie czas na takie ekscesy. I nie wiem kiedy przyjdzie. Wiem,wszystko w mojej głowie. Tylko że tam wciąż jestem inna niż powinnam. Sto razy dziennie moja podświadomość powtarza mi "Jesteś beznadziejna". Wiem,tak nie wolno. Nie panuje nad tym. Nie ogarniam tej kuwety jaką jest moje życie. A powinnam bo moim nieogarnięciem krzywdzę innych.
No. Tak mnie naszło w kąpieli. Zaliczyłam pół godziny na macie. Niedużo,ale od czegoś trzeba zacząć. Jutro idę do kosmetyczki. Chyba w listopadzie ostatnio u niej byłam. Potem nie mogłam się zmobilizować żeby zadzwonić. Chwilowy zryw woli życia

środa, 16 grudnia 2015

 
 
 
To nie jest dobry czas w moim życiu.
Wszystko jest nie tak,a ja wciąż jestem inna niż powinnam.
Może to brak słońca,brak kasy,brak nadziei.
Nie cieszą mnie święta.
Nie mam ochoty sprzątac bo tak trzeba.
No.
To pomarudziłam.

czwartek, 19 listopada 2015

Wczoraj minął miesiąc od mojego "porzucenia" mięsa. Generalnie było ok,ze dwa kryzysy zaliczyłam,raz mało się nie rzuciłam na gołąbki autorstwa mojej mamy,wróciłam wtedy póżno z pracy,głodna jak dziki pies a tu zapach rzucał na kolana. Jednak twarda byłam i ugotowałam sobie pierożki z brokułami i szpinakiem.Ok,odgrzałam,z braku czasu pomagam sobie gotowcami,odkryłam świetne mrożone pierogi z serii"Proste historie". Skład mają ok i są smaczne,bardzo blisko im do domowych.
A na sobotę będę piec brownie wegańskie,szukam po przepisach takiego bez bardzo wymyślnych składników,choć może spróbuję zmodyfikować ten mój przepis i zamiast masła dam mleko kokosowe? Tylko wtedy więcej zagęszczaczy  trzeba będzie dołożyć.
Cóż,lubię eksperymenty :)
W zeszłą sobotę byliśmy z przyjaciółmi na Listy do M2 i muszę powiedzieć że jest to świetny film na jesienno-zimową chandrę. Dawno się tak nie śmiałam w kinie. Ale to też może dlatego że byłam z Megi,towarzystwo ma znaczenie!

poniedziałek, 9 listopada 2015

Bombardują nas niezliczone ilości informacji. Z reguły tych złych. Bo o tym że ktoś spędził fantastyczny weekend się nie mówi. O tym że ojciec chciał spalić rodzinę,że rozbił się samolot,że kolejne dziecko zostało pobite przez rodziców słyszymy na okrągło. I tak się zastanawiam,po co?
Nie zmienimy tego,nie mamy wpływu na to co się stało,nie pomożemy rodzinom opłakującym najbliższych. Tak często słyszymy o złych rzeczach że obojętniejemy na to. 
A jeśli nie ignorujemy tych informacji obciążamy własną psychikę,pozostaje to w głowie,przynajmniej ja tak mam. Nie wszystko,wiadomo,ileś rzeczy wpada jednym uchem,wypada drugim,ale jest kilka takich,szczególnie dotyczących krzywdy dzieci i zwierząt krąży po mnie,przypomina mi się w kiepskich chwilach zwiększając doła.
Dawniej wystarczało wiedzieć co się dzieje w najbliższej okolicy. Tu też jest wiele nieszcześcia.
Wczoraj zabił się młody chłopak mieszkający niedaleko mojego sklepu,wbił się pod tira. 
Niepotrzebne mi dodatkowe złe wiadomości.

niedziela, 1 listopada 2015

W piątek  Zakopower rozpoczynał trasę koncertową promującą nową płytę. Koncert był w Krakowie,w klubie Studio,oczywista oczywistość że nie mogło tam zabraknąć najwierniejszych fanek 😜
Już trzeci raz ruszył wesoły autobus pełen wielbicielek Sebastiana. Jego muzyki oczywiście też 😊 
Ja wiem że krytycy twierdzą że to kicz i obciach,a Bulecka fałszuje. Może i fałszuje,ja nie mam słuchu absolutnego,nie słyszę tego. Za to fascynuje mnie to jak on zawsze przeżywa to co śpiewa. Jak zawsze daje z siebie wszystko. Jego solowki na skrzypcach są piękne. No i teksty,autorstwa najczęściej Bartłomieja Kudasika. One są o życiu,przemijaniu,Bogu. O tym co ważne. Teksty do przemyślenia,zastanowienia się.
No,to się pozachwycalam. 
I kolejny raz wróciła do mnie kwestia po co piszę,i gdzie piszę. Bo ten blog zaniedbuje,głównie jednak produkuje się na fb. Ale to co piszę tam w grupie umyka,ciężko to po czasie odnaleźć. A ja lubię wracać,wspominać. To łatwiejsze jest na blogu. Tylko tu trudniej z kolei pisać o sprawach osobistych. Tak źle i tak niedobrze. A pisanie jest mi niezbędne do życia jak tlen. Pomaga poukładać sobie w głowie niesforne myśli. 

środa, 28 października 2015

Ja wciąż w temacie kulinarnym. Trwam w niejedzeniu mięsa,choc dwa razy zdarzyło mi się wsadzic kawałek wędliny do dzioba. Bezmyślnie,w pracy,przy krojeniu. Raz zjadłam,dziś wyplułam jak się zorientowałam co przeżuwam.
Tworzę zupki kremy,sałatki,kasze różne. Nurzam się w blogach wege szukając przepisów i inspiracji. Bo ze ścisłym trzymaniem się przepisów mam problem,z reguły je zmieniam,robię coś po swojemu.
Blenduję zielone koktajle. Choc dziś poszłam na ugodę i Gadom zrobiłam z samych owoców,zielone ich w zęby kłuje. Do swojego dosypałam jarmużu. Jutro zrobię ze szpinakiem i wmówię im że to kiwi jest ;)
Łapię się na tym że nie potrafię tylko jeśc. Teraz też,podjadam koktajl,w telewizji setny raz oglądam jeden z odcinków Rancza,piszę ten post. Wielofunkcyjnośc. Kompletny brak uważności. W pracy zawsze jem w pośpiechu,zwłaszcza rano. Może i powinnam wcześniej wstac i spokojnie zjesc w domu ale...musiałabym wstac przed piątą. Ciężko. Zwłaszcza teraz,w mrocznej części roku.
A nawet gdy mam czas to nigdy nie skupiam się na tym co jem. Czytam,oglądam,tak jakby jedzenie było tylko dodatkiem a nie główną czynnością.
Kolejny temat do pracy nad sobą.
Uważnośc.

sobota, 24 października 2015




Zaliczyłam dziś warsztaty pod tytułem "Weganizm-jak to ugryżc"
Temat mi znany bo z racji jogowania temat odżywiania się często powtarza,wielokrotnie już o tym rozmawialiśmy tylko ja jak zwykle nie mogę się zmobilizowac.
Kiedyś,w zamierzchłej przeszłości,gdy dinozaury pasały się w ogródkach a ja chodziłam do klasy maturalnej przez rok nie jadłam mięsa. Pojęcia wtedy nie miałam o bilansowaniu diety, przepisy nie były tak dostępne jak dziś,przeca to był świat bez powszechnego internetu. Nie pamiętam co jadłam zamiast mięsa,chyba jajka? Albo same ziemniaki z surówkami? W każdym razie gdy po tym roku zjadłam mięso rozchorowałam się. Żołądek odmówił trawienia. Jednakowoż przekonałam go że mięsko jest mrau i jadłam je ze smakiem.
Teraz dojrzewam do wegetarianizmu.Świadomego. 
 Ahimsa. Nie krzywdzenie. Siebie ani innych istot. 
Ja,zwierzątkowa do bólu,jem mięso nie myśląc że ono żyło. Jest potrawą na talerzu i stosuję daleko posunięte wyparcie tego że ono było kurczakiem,żywym,czującym kurczakiem. Żyjącym w koszmarnych warunkach tylko po to by skończyc na moim talerzu.
I druga strona ahimsy,nie krzywdzenie siebie. Czyli dbanie o zdrowie. A że mięso zdrowe nie jest chyba już wszyscy wiedzą. 
No.
Nie mówię że od dziś już nie wezmę do ust mięska. Postaram się. Powalczę ze sobą. Moi panowie z pewnością nie zrezygnują z niego tak łatwo... Ale nawet ograniczenie ilości zjadanego mięsa będzie plusem dodatnim.
A weganizm... Może kiedyś... Bo jak zrezygnowac z takich pysznych serków??? Gorgonzoli? Grana padano? A nawet dobrej goudy?
Małymi krokami ku lepszemu,niech to będzie moje motto :)
Nie zmienię świata,ale mogę zmienic się sama.

wtorek, 6 października 2015

Kolejne jogowe warsztaty za mną. Warsztaty których mottem była sztuka nicnierobienie. Nie dotyczyło to ofkors praktyki,tu jak zwykle było mocno i energetycznie,choć tym razem grupa była mocno zróżnicowana pod względem zaawansowania. Jednak nasza Justyna potrafi tak poprowadzić zajęcia że my się nie nudzilismy a nowicjusze przeżyli ;) Ale mocno narzekali na ból ramion,chaturangi dały się im we znaki!
Pogoda dopisała nam wyjątkowo,było słonecznie i gorąco. Idealne warunki do leżakowania i cieszenia się chwilą. Dostrzegania uroków małych rzeczy. Medytowania w ruchu,chodząc na bosaka po trawie.
Dla mnie dodatkowym plusem było to że pierwszy raz od wielu lat mogłam spędzić tyle czasu z Megi. Nagadałyśmy się,pośmiałyśmy się,pożaliłyśmy się sobie. Znów okazało się że tak samo reagujemy,ci sami ludzie wzbudzają w nas zarówno sympatię jak i irytację.
Był też czas na przemyślenia,pojawiły się też tematy wymagające przemyślenia. Generalnie jestem na etapie układania się ze sobą,z przeszłością,próbuję pozbyć się balastów emocjonalnych.
I tak patrzyłam na naszą Justynę,na jej macierzyństwo,na to jakie ma podejście do Leosia,jaki jest w niej spokój. Ja byłam zupełnie inną matką,jednak byłam mocno niedojrzała,mimo że wtedy wydawało mi się że to idealny czas na dzieci. Sporo przez to straciłam... Ale rozpamiętywanie nic nie da. Trzeba żyć dniem dzisiejszym.
Kolejna rzecz która mnie mocno zafrapowała to to że wszystko jest w naszej głowie. Slogan. Ale...ponoć większość zdarzeń wokół nas jest neutralna. To my naszym stosunkiem zabarwiamy je negatywnie bądż pozytywnie. A ja,jak wiadomo,mam nieznośną skłonność do dramatyzowania. I widzę na czarno. Sama się nakręcam i dołuję. A to trzeba przeoddychać. Odpuścić. Uczę się tego.Nie jest łatwo.
Sam ośrodek w Nieprześni jest przepiękny. I z zewnątrz,i w środku. Wnętrza są nowe,bardzo gustownie urządzone,wygodne. Właściciele przesympatyczni,czulismy się jak w domu. Jedzenie rewelacja,widać że specjalizują się w kuchni wegańskiej. Efekt był taki że wszystkich brzuchy bolały bo było tyle pyszności że jedliśmy jak drwale a nie jak eteryczni jogini ;) Kawa wg 5 przemian mnie oczarowała,choć ja przecież nie lubię czarnej kawy.
Minusem jest fakt że znów przeciążyłam bark i prawa ręka boli :( jadę dziś do Marty,niech mnie naprawia.
Tyle miałam napisać a teraz mi wątki uciekły. Może się na kolejny wpis uzbiera ;)
Małpy w gaju ;)))

leżing

z kamerą wsród zwierząt

te okna zarośniete po prawej to z naszego pokoju :)

plażing po intensywnej praktyce

dom właścicieli,dom z moich marzeń :)

wtorek, 15 września 2015

Nie jestem specjalnie przesądna. Lubię czarne koty i piątek 13go. Jednakowoż zdarzyło mi się wielokrotnie że na przykład pomyślałam sobie "dawno te moje dzieci nie chorują",na drugi dzień była angina i gorączka szybująca w kosmos.
No i zdarzyło się tak że pewna żle mi życząca osoba kilkakrotnie powtórzyła że po 40ce zobaczę jak się człowiek sypie. Śmiałam się z  tego,ja joginka,wyćwiczona,wytrenowana,ależ w życiu.
Trzy dni po czterdziestych urodzinach wylądowałam w szpitalu z podejrzeniem zapalenia wyrostka robaczkowego. Rozeszło się na szczęście po kościach,obyło się bez skalpela. Ale nasiliły się moje migreny do stanu patologicznego,ból jest nie do wytrzymania,wymiotuję i modlę się o szybką śmierć. Żołądek też odmawia współpracy,coraz więcej rzeczy jest be,i zjedzenie ich bywa bolesne.
Teraz właśnie od piątku walczę z bolącym żołądkiem,dziś dołączyła migrena. Jupi.
Badania porobiłam,wszystko jest ok.
Urok na mnie gupia pinda rzuciła???