wtorek, 16 października 2012

   Jakos mi dzis nie tak.
Nie ma słonca,ot co. I wszystko sie szare wydaje. I moze takie jest? Za często ostatnio jest szaro...
Dzień świstaka mnie wykańcza,rutyna dobija.
Olac.
25 pażdziernika ide na kinetikową impreze pt October Fest,mam nadzieje przepłukac zwoje myslowe i dobrze sie bawic ;))) W sumie w tym towarzystwie nie ma innej opcji!
Wiec-trzeba spiąc pośladki i przestac marudzic!

niedziela, 14 października 2012

Silna wolę mieć...

  Po raz milion pięćdziesiąty szósty postanowiłam sie odchudzac. I to nie od jutra. Od dzis. A w sumie chyba od środy staram sie mniej jeść. Ograniczać słodycze :((((
 Nie wiem jak długo wytrzymam. Ale przez lato przyplątało sie jakies niespodziewane 5kg,nie wiem jak i skad. Te wszystkie grille,piwka,drynie,lodziki,batoniki....ech,jak pieknie było ;)
  Zimno sie zrobiło,czas na dżinsy przyszedł a dżinsy jakby kuse sie zrobiły... Wiec-trzeba tę piatke przegonic. A najlepiej dychę!
   Powinnam na fitnessie wiecej aerobów robic ale doba z gumy nie jest a z jogi i innych body mind nie zrezygnuje...Moze w domu kinecta uruchomie i zumbę pomęczę...
    Siedzę w pracy i nie chce mi sie tak bardzo....
Zaglądam w telefon ale tam cisza...
Ech,trzeba sie wziąc w grasc!

piątek, 12 października 2012

Marznę




Kolejny dzień skrobania szyb. Zdecydowanie za wczesnie na przymrozki jest!

Chyba znów zatoki postanowiły mnie pomeczyc,wychodze z Kinetika spocona jak norka no i są efekty.
Jesien wpędza mnie w melancholię,znów powracają mysli o zyciach równoległych,o tym co by było gdyby zdarzyło sie niemozliwe,i o tym czy mozliwa jest przyjażń damsko-męska? Mocno chce wierzyc ze tak. Wierze ze tak.

Był moment w moim zyciu ze myślałam ze juz nic sie nie zdarzy. Że wszystko juz było. Na szczescie minął. Bo przeciez tyle jeszcze przede mną. Tiaaa. Musze to sobie powtarzac codziennie ;)

wtorek, 9 października 2012

Chwile

  Tylko one są piękne w życiu. Oczywista oczywistosc.
I mimo mojego ponuractwa i narzekactwa wiem ze zdarza mi sie ich całkiem sporo.
Mam szczescie do ludzi. Kolejna oczywista oczywistosc.
Dobrze ze jestes.
Moze banał,ale...dobrze to usłyszec :)

Dzis piekny słoneczny dzień,ranek był mrożny ale teraz złota polska jesień.
Niech trwa.

poniedziałek, 8 października 2012

   Klementyna jest troskliwą wersją kota. Myje Kornelkę,wylizuje jej dokładnie pyszczek a potem zaczyna obgryzac. Cos sie kotu zalezy za mycie ;)

   Dzis sobie przypomniała ze przeciez Zuzce można nastukac,i zza rogu pacnęła łapą nic nie spodziewającego sie psa. Zuzka uciekła ale wróciła i obwarczała kotę,tym razem ta uciekła za łózko.

   Teraz towarzystwo spi spokojnie na naszym łóżku,dwa wyciągniete pręgowane futra i jedno czarne. Coraz ciasniej sie robi...

   Pozostajac w tematyce futra byłam dzis u fryzjerki,na moje "zapuszczam" uśmiała sie,obie wiemy ze zapuszczanie to nie moja bajka. Jednak po wakacyjnym jeżu teraz ciut dłuższe włosy mam,i nawet widac ze sie kręcą!

   Zaraz sie na fitness zbieram,masakrycznie mi sie nie chce!!!

niedziela, 7 października 2012

Nie ogarniam

Układów,układzików,kółek i zgromadzeń.

Są ludzie któych lubie,sa tacy których mniej lubie. Kazdy moze pisac. Ja nie musze czytac. Tak po prostu.

Wiec moze czas przejsc na swoje?

W sumie wrócic?
Wiem ze to nie to samo,ze tam...tam to tam. Tutaj to tutaj. W końcu chodzi o to zeby pisac,zeby wylac co na duszy leży,zeby ubrac w słowa to co nienazwane...

niedziela, 1 lipca 2012

Pewnosc siebie

   Towar absolutnie deficytowy dla mnie.
Patrze z zadziwieniem na ludzi znajacych swoją wartosc,świadomych jej. Ja wciaz szukam potwierdzenia.
Choc widze postepy-coraz lepiej mi idzie mówienie-taka jestem i albo mnie akceptujesz albo nie. Ja nie zawsze musze sie dostosowywac.
Dzisiejszy dzień upalny do bólu,ale tak niewiele tych gorących chwil ze nie narzekam,napawam sie ciepełkiem.
Chyba burza nadchodzi...

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Wianki czyli noc świętojańska

 Sobotnia noc upłyneła pod hasłem "wiła wianki i puszczała je po falującej wodzie" ;)))

W moim ulubionym klubie odbyła sie impreza tematyczna,jak widac strój obowiązywał biały,hehehehehe,ostatni raz cała na biało byłam na włąsnym ślubie ;) 13 lat temu to było...ale to na inna historie temat.

Wianka na głowe nie planowałam brac,zmobilizował mnie telefon Marzenki,ze jak to nie,wianek must be. Wiec był. Co sie naklęłam przy jego robieniu to moje ;)

Rózne były te wianki,i polne,i wykwintne,i sztuczne,jury miało zapewne problem który wybrac.















Pobalowałam do 0.30,świadomosc ze w niedziele trzeba isc do pracy nie pozwoliła isc na całosc.Do domu wróciłam ze zdartym gardłem i mocno nadwyręzoną nogą,na imprezie działało znieczulenie wiec potańczyłam zbyt wiele. Dzis leze i regeneruje nózkę ;)

I tak sobie mysle ze ciesze sie ze zmobilowałam sie kiedys tam i poszłam do Kinetika.Moim celem była praca nad ciałem jednak okazało sie ze tam i nad dusza mozna popracowac,poznałam fantastycznych ludzi,otworzyłam sie,a mocniejsze miesnie to superbonus ;)

niedziela, 10 czerwca 2012

Kocie zycie

    Zawsze marzyłam o kocie. Bo ja kocia nature mam. W chińskim horoskopie tygrysem jestem,mam dusze w paski. I moje koty tez sa w paski. Cudne dachowce ;)


    Dwie adoptowane dziewczynki mam,Kornelię i Klementyne,przez trzy tygodnie wkradły sie w moje serce mocno,zreszta nie tylko w moje,pupilkami rodziny sie stały,no,moze Zuzka ni pokochała ich od pierwszego wejrzenia,ani od drugiego.Od trzeciego tez nie,omija je szerokim łukiem a one fucza na nią,Klementyna do bicia sie bierze,charakterna kicia.
     A dzisiaj odwiedziła nas Magda z malutką Dorotką. Mała cudna jest,chętnie ją ponosiłam,pobawiłam,ale ciesze sie ze moje dzieci juz takie duze! Choc problemy z nimi tez juz wieksze są...






czwartek, 7 czerwca 2012

  Kusi mnie powrót tutaj. Moze spróbuję?
Choc od tamtego miejsca uzalezniona jestem. Od ludzi. Jednak zdarza sie ze musze odpocząc. Złapac dystans. A blog jest tylko mój. I tu moge napisac ze wstałam rano i umyłam zęby ;) I nawet prysznic wziełam i umyłam włosy. A co,przy swięcie mozna zaszalec ;)
   Brakuje mi wanny. Prysznic jest fajny,ale wanna to jest to co tygrysy lubią najbardziej. Uwielbiałam lezenie po treningu w gorrącej wodzie,z kieliszkiem zimnego wina...mrau:)
   Teraz wanna czeka w garazu na montaz a ja wskakuje pod prysznic,z obowiązkowo gorrrraca wodą,zmywam ból obolałych mięsni. Wczoraj stojąc w ukochanym mym wojowniku drugim zastanawiałam sie "po co mi to???" przeciez mogłam lezec i głaskac kota bądz psa,zamiast wciaz i wciaz sprawdzac ile bólu jestem w stanie wytrzymac ,zamiast katowac nadwyrężone bieznią nogi stojacymi asanami. Odpowiedz przyszła po zajęciach,po savasanie,savasanie na której skupic sie nie mogłam bo mysli nie chciały odpłynąc,one atakowały mnie wciaz,ale to temat na inną bajkę. Otóz radosc i poczucie mocy po jest warta tego co jest w trakcie.Znam swoje ograniczenia,wiem co jest dla mnie niedostepne,choc jak mówi Justyna,w jodze nie ma rzeczy niemożliwych,spokojna praktyka doprowadza do celu. A ze to trwa-to dobrze.
   Czekam az joga pozwoli mi wyeliminowac wewnetrzny chaos,pogubienie,pozwoli skupic sie na tym co ważne.Otwieram sie na to ale wciaz nie jestem gotowa pozbyc sie pragnień...