Sprzedałam mieszkanie. Dom wciąż nie ma odbioru więc nie możemy się zameldowac. Więc jesteśmy bezadresowi. Chciałabym już miec wszystko pozałatwiane,poukładane! Mam nadzieję że tak będzie w ciągu miesiąca.
Wczoraj przekazałam klucze od mieszkania. Dziwnie mi było. Do tej pory cały czas myślałam tylko o tym żeby je sprzedac i miec spokój. Ale przecież to mój dom był przez tyle lat...Tam się wychowałam,tyle wspomnień tam zostało... Wiem,sentymentalna jestem beznadziejnie.
A teraz czekam aż wpłynie kasa na konto i będę mogła połatac dziury w budżecie.
I kupię sobie buty do biegania :)))) Nie wiem kiedy jeszcze bieganie zmieszczę w czasie ale JAKOŚ się uda!
Moi panowie nie zamierzają mi towarzyszyc,Młodszy Gad w końcu nauczył się na rowerze jeżdzic wiec oni na rowerki wsiądą a ja sobie pobiegnę w świat.
W sobotę kolejna kinetikowa impreza,tym razem piżama party. Tradycyjnie będzie się działo!
piątek, 14 lutego 2014
Oglądam właśnie kwalifikacje do jutrzejszego konkursu olimpijskiego w skokach. Nadzieje są ogromne. Rozbudzone poprzednim zwyciestwem,które przyszło Kamilowi ot tak,z lekkością,swobodą,łatwością. Ja wiem że ot tak nic nie przychodzi,że to lata ciężkiej pracy ale myślę że warto było. I niezależnie od jutrzejszego wyniku Kamil jest Mistrzem. We wtorek na latino dance nasz kinetikowy Brazylijczyk mieszkający od 20 lat w Polsce pyta: "oglądałyście jak Kamil wygrywał? spłakałem się jak bóbr"
Ja też się spłakałam. Lubię takie łzy :)
Spłakałam się też dzięki Justynie,jej "wygram albo zdechnę" jest świetnym mottem życiowym. Postaram się o nim pamiętac.
Na razie walczę z moją ręką która nie chce mnie słuchac,mam przykurcz w nadgarstku,blizna tez jest nieładna,straszę ją laserem i ultradzwiękami,widac już efekty ale droga jeszcze daleka. Próbowałam ostatnio czaturangę zrobic ale wyszło plaśnięcie na matę,nie jestem w stanie aż tak zgiąc nadgarstka. Moc też poszła sobie,powoli zaczynam cwiczyc z cieżarkami,trzeba odbudowac mięśnie.
A jutro robię imprezę imieninową,będę się produkowac kulinarnie,dziś zrobiłam roladkę szpinakową z łososiem,bo musi się schłodzic. Reszta jutro,sałatki muszą byc na świeżo. No i serki moje ukochane będą,znowu sie najem,buuuu,od poniedziałku muszę zacząc się odchudzac!!!
wtorek, 4 lutego 2014
Tak sie ostatnio zastanawiam czy ja lubię moje życie. Czy zamieniłabym je na inne. Jak w tych filmach co to bohater zgorzkniały i marudny,potem czary mary i jest kimś innym. Ładniejszym,bogatszym ale nie szczęśliwszym bo odkrywa że jednak tamto było fajniejsze. Bo było jego.
Marudośc mam wrodzoną,krytycyzm wpadający w krytykanctwo też. Często mi się wydaje że u sąsiada trawa jednak zieleńsza. Co nie oznacza że chcę mu tę trawę roundoupem polac coby mu zeschła. Aż tak to nie. Ale nie uważam że moje dzieci są najcudowniejsze w świecie,mąż najprzystojniejszy a ja najbardziej wysportowana. Jedno do czego nie mam zastrzeżeń to moje zwierzaki-Miśka niewątpliwie jest napiękniejszą goldenką świata,a kociarki w ogóle najśliczniejsze.Każda jedna. Nawet różowy nos Matyldy zaczyna mi się podobac ;)
Parę błedów w życiu zaliczyłam,potłukłam tyłek,na szczęście zawsze był ktoś kto mnie wtedy za rękę potrzymał. Zawsze miałam szczęscie do ludzi...
Qrcze,no i już nie wiem o czym chciałam pisac,miało byc właśnie o ludziach którzy mieli na mnie wpływ,którzy jakiś ślad odcisnęli,którym mogę powiedziec "Nigdy Ciebie nie zapomnę"
Miało byc że ludzie odchodzą,niekoniecznie ostatecznie,czasem po prostu kontakt się urywa a potem po latach się spotykamy i zdarza się że jest tak jakby tych lat nie było,i to jest fajne. Czasem się zdarza że już nie mamy o czym ze sobą rozmawiac i to jest mniej fajne ale nie umniejsza roli jaką kiedys ten ktos odegrał.
Ech,zamotałam sie ale nie będę kasowac ani poprawiac,niech zostanie.
Lecę zaraz na rehabilitację,potem pilates i latino dance,ostatnio udało mi się cały układ zapamiętac,normalnie sukces stulecia!!!
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Nie podoba mi się starośc. Nie podoba mi się obumieranie szarych komórek,postępująca niedołężnośc.
Jestem tzw póżnym dzieckiem,mama miała 39 lat gdy mnie urodziła. Gdy zrozumiałam że jest "inna" od mam moich koleżanek zaczęłam się bac że umrze,że zostanę sama. Bracia byli dużo starsi,wychowywałam się jak jedynaczka.
Teraz mama ma 78 lat. Wiem że ludzie w jej wieku bywają w pełni sprawni. Ona też długo radzila sobie dobrze,przecież jeszcze moimi dziecmi się zajmowała gdy były małe. W pewnym momencie jednak utknęła w domu,przed telewizorem. Nigdy nie miała grona znajomych,ma dwa lata młodszą siostrę i jedynie z nią utrzymuje przyjacielskie kontakty.
Zaczyna się zapominac,myli imiona i dzieci i zwierząt. Chłopaków nazywa imionami moich braci.
Jej ulubiony sposób spędzania czasu to oglądanie seriali i tych wszystkich durnych programów typu "Szpital" czy inne "Trudne sprawy". Przeżywa wszystkie telewizyjne ploteczki o celebrytach bardziej niż to co się dzieje realnie.
Fizycznie też nie jest dobrze,i serce szwankuje,i w ogóle nie ma sił ani chęci na jakąkolwiek aktywnosc typu spacer. Zresztą słabe serce powoduje zadyszkę i utrudnia chodzenie.
Ech.
Nie udała się starośc...
wtorek, 21 stycznia 2014
Ach,cóż za cudowny początek roku! Normalnie ekstaza.
Że z rączką nie halo wiadomo,goi się ale to trwa. Dłuuuugo trwa. Za długo.
Ale żeby nudno nie było to sks zaczął przypominac że przecież urodziny były,nie 18te niestety tylko ciut cyferki urosły. Ciut bardzo. No i z wrażenia skoczyło mi ciśnienie. Jak skoczyło tak zostało,na poziomie przekraczającym normy. Zwłaszcza dolne postanowiło zamienic sie miejscami z górnym. Próbowałam ignorowac,czekac aż zadziała najlepsza metoda czyli-samo przejdzie.
Uparte jednak Ci ono.Spodobało mu się na wysokościach. Więc zabrałam je do doktora,nie byle jakiego,do samego ordynatora kardiologii się wybrałam,w końcu moje ciśnienie jest go warte. Wizyta prywatna ofkors,terminy w przychodni są na drugą połowę roku. W sumie do tej pory może faktycznie by samo przeszło,znudziłoby mu się bujanie w chmurach ;)
Jednak ja nadgorliwa zadzwoniłam,umówiłam się na wizytę na godz.19.15,gdy się zjawiłam w poczekalni kłębił się dziki tłum. Jak w przychodni sponsorowanej przez NFZ. Po pół godzinie oczekiwania w pozycji stojącej się załapałam na krzesełko,dobrze że nie poszłam sama tylko zabrałam Harrego Hole,ubarwiał mi czas oczekiwania. Nie ma jak dobry kryminał przed pomiarem ciśnienia!
W końcu się doczekałam,w połowie książki już byłam,dochodziłą 22ga. Pan doktor ordynator wypytał,opukał,pougniatał,zechem serca pogadał. Mam nadciśnienie płucne na tle alergicznym,cokolwiek to znaczy. Doktora Googla boję się pytac. Przepisał jakieś prochy,w tym antystresowe,bo ofkors stresu mam unikac. Jak unikac nie powiedział.
Po proszkach jakby lekko mało przytomna się poczułam. Nie żeby odlot ale lekkie rozkojarzenie. Rozkojarzenie które zaoowocowało wymuszeniem pierwszeństwa przeze mnie i stłuczką. Lekką na szczęście.Ale jednak. 15 lat jeżdzę i nigdy mi się coś takiego nie zdarzyło. Ponoc zawsze musi byc ten pierwszy raz...Bywają przyjmniejsze.
No. Nie dośc że z kasą krucho,choc tu światełku w tunelu prześwituje,są chetni na mieszkanie,a w końcu mogę je sprzedac!!!! Tysiaka trzeba było w kangura wsadzic.
Dziś wracam do domu a tu płyta indukcyjna sobie wolne wzięła,nie gada z nami. Nie pierwszy taki jej wybryk. Mój się odgraża że ją na gazową wymieni ale ja już mam wizję płonących kocich ogonów,przecież futrzaki stołówkę mają na zmywarce tuż przy kuchence.
Może się uda jeszcze tę naprawic :(
wtorek, 14 stycznia 2014
Mam robic nic.
Tzn mam oszczędzac rękę. Prawą. Więc aktywnośc mogę uprawiac lewą. Hmmm. Dwa razy udało mi się wylac herbatę,lałam wodę do kubka trzymając czajnik w lewej dłoni no i jakoś puknęłam w tenże kubek. Wrrr.
W tamtym tygodniu myślałam że już jest ok i mogę wszystko. Wróciłam do normalnej pracy. W domu niby sie oszczedzałam ale jak sie oszczedzac jak futro wszędzie fruwa i odkurzacz sam się pcha w łapkę? próbowałam lewą odkurzac ale jednak prawą wygodniej. Choc boli.
Klikac tez nie powinnam. Ale jak życ bez klikania????
Życie bez fitnessu jeszcze gorsze. Wróciłam na bieżnię,mam ją tak oswojoną że mogę tylko jednej ręki używac albo i wcale. Byłam na latino dance,ofkors Edek akurat wymyslił choreografię inspirowaną filmami kung fu,łapkami trza było machac ale tu mogłam odpuścic i nie machac. Za tydzień na pilates sie wybieram,mam obiecane cwiczenia bez użycia ręki.
Wczoraj się szwów pozbyłam,mocne to było przezycie,szwy ponoc dosc głęboko były,bolało jak cholera. Doktorek mój ulubiony nakazał trzymanie ręki w bezruchu jak najczęstszym...
Jak???
Idę zaraz robic lazanie ze szpinakiem,mrrr,mieszanie sosu beszamelowego na pewno się mojej ręce spodoba ;P
A wieczorkiem do kardiologa jade,sks mnie dopada :(
wtorek, 7 stycznia 2014
Matylda jest u nas już prawie dwa miesiące. Znalazła swoje miejsca. Ustaliła pozycję w stadzie. No i najważniejsze-ustaliła kto najczęściej siedzi przy misce i woła-nakarm biednego bezdomnego koteczka! Biedny bezdomny koteczek gruby jest jak baryłka ale co tam. No i nie jest już bezdomny.
Z Miśką dogadują się nieżle,tzn Matylda od czasu do czasu pozwala sie psicy wylizac a jak akurat nie ma na to ochoty to wali swoją małą łapką w psią mordę. Psia morda traktuje to jak pieszczotę i kontynuuje oblizywanie kota.
Z Pręgowanymi Paskudami (w skrócie PP) bywa różnie. Generalnie jest spokój choc zdarzają się bójki okraszone odgłosami mrożącymi krew w żyłach,Madzia głos ma konkretny,niski i schrypnięty,jak na kotkę znającą różne barwy życia przystało. Madzia to zdrobnienie od Matylda nadane przez Młodszego Gada,przyjęło się ;) Gdy PP dostojnie przechadzają sie swym tygrysim krokiem Młoda z reguły usiłuje pokazac że jednak ona tu rulez i szybkim ruchem łapka leci w kierunku tylnej nogi PP.Bądż ogona. Dobrze ze PP z reguły to ignorują.
Madzia nie ma tygrysiej gracji,jest mniejsza od PP,ma krótkie łapki i krótki cienki ogonek. I wielki brzuszek. Głodna jest zawsze i nieustająco. Gdy tylko się ruszę ona już siedzi przy misce i mówi "Miau" Wtedy jest przymilnym kotkiem,łasi się,ociera,pręży i patrzy zachęcająco w oczy. Gdy nie ma opcji karmienia omija człowieków z daleka. Na początku jeszcze zdarzało się jej udeptywac nas,teraz już zaniechała tego zwyczaju.
Ma swoje miejsca do spania-półkę pod ławą,szafkę rtv,stolik przy sofie. Spanie na kolankach ewentualnie w czułych ramionach nie wchodzi w grę. A miała byc kotem-przytulasem,chyba reklamację złożę! ;)
Może kiedyś w końcu mi się trafi kot wyskakujący z mruczeniem na kolana...
sobota, 4 stycznia 2014
Wbrew pozorom ta piosenka nie kojarzy mi się z samotnością,wręcz przeciwnie,z bardzo fajnym czasem w życiu.Z fajną ekipą. To już przeszłośc ale wspomnienia bezcenne.
Od tygodnia jestem jednoręką istotą,w zeszły piątek pozbyłam się cieśni nadgarstka,a przynajmniej taką mam nadzieję. Za to wciąż mam tę rękę oszczędzac,najlepiej nic nią nie robic,bla bla bla.
Normalni ludzie w normalnym świecie ponoc przez miesiąc siedzą w domku na L4 pielegnując uszkodzoną rękę.Mnie na taki luksus nie stac,staram sie ciut odpuścic,tzn w pracy nie stoję za ladą,załatwiam tylko to co trzeba,czyli wpisuję faktury,robię zamówienia. W poniedziałek juz wracam do normalnej pracy,kolejne święto więc muszę siedziec w sklepie.
Wczoraj mój osobisty ortopeda przyjrzał się z bliska mojej łapce,stwierdził że krwiaka mam konkursowego,wiec poczekamy ze ściąganiem szwów. Jeszcze tydzień :(
Przy okazji niedołęstwa mojego przekonałam sie jak trudno jest ciągle prosic o pomoc. Przed niepełnosprawnością zachowaj mnie Losie!
Mój organizm za to chyba odreagowuje przedświąteczne przemęczenie. Najchetniej nie wychodziłabym z łóżka. Juz nie wspominając o wychodzeniu z domu. Nawet Kinetika odpuściłam,po części z racji ręki,ale najgorsze jest to że wcale mi sie nie chce wracac,cwiczyc. Dobrze mi na kanapie badż w łóżku,z laptopem na kolanach. Obejrzałam 5 sezonów Siostry Jackie. Jakże bliskie mi jest jej pokręcenie!
Zapisałam się we wtorek na tańce z Edilsonem,trzeba sie w końcu ruszyc. Jutro może na łyżwy pojedziemy.
Odeszła z Kinetika jedna z moich ulubionych instruktorek,i boli mnie to bardzo :( Mam wrażenie że już nie bedzie tak samo...
niedziela, 22 grudnia 2013
Próba wczucia się w świąteczny klimat...
Bo nie czuję go. Głowę mam pełną kłopotów,problemów,zgrzytów. Budzą mnie w nocy,zabierają spokojny sen,duszą oddech.
Ale święta przyjdą,czy tego chcę czy nie. Większośc handlowców,przynajmniej tych drobnych wolałoby żeby nie przyszły. To martwy okres,aż do wiosny będziemy lizac finansowe rany.
Choinkę wczoraj ubrałam. Jest piękna,taka jak lubię,dominuje złoto i czerwień,może banalnie ale to moje ulubione świąteczne kolory. Koty przyjęły ją ze szeroko otwartymi oczami,powiesiłam na niższych gałęziach zabawki dla nich więc mają frajdę obgryzając mikołajki z filcu. Michalina zignorowała nowy nabytek,całe szczęście,bo już się bałam że będzie chciała obwąchac wszystko a przy jej gabarytach choinka mogłaby tego nie przeżyc... Miśka waży juz ponad 30kg,jest wielka,jak stanie na tylnych łapach przednie kładzie niemalże na moich ramionach!
Dzisiaj dzień pełen wrażeń zaliczyliśmy-najpierw lodowisko,kocham to nieustannie,mimo zniżki formy! Potem wyprawa na zakupy,jak zwykle prezenty w ostatniej chwili,kupuję,zawsze sobie obiecuję że w przyszłym roku to już w pażdzierniku pomyślę... Wszędzie dziki tłum i szaleństwo ale jakoś poszło. I nawet zdążyliśmy wrócic na końcówkę pierwszej serii skoków,drugą juz w pełnym skupieniu obejrzałam,aż serce rośnie patrząc na naszych chłopaków. Oby tak dalej :)
czwartek, 19 grudnia 2013
Tak jakoś niepostrzeżenie minął 16 grudnia. Dzień w którym 6 lat temu zaczęłam pisać mój własny dziennik. Dziennik Twój Styl.
Wciąż i nieustająco jestem szczęśliwa że trafiłam na ten portal (wtedy jeszcze nie wortal ;P). Fajny był czas,czas rozmów o wszystkich,a od czego by się rozmowa nie zaczęła i tak kończyło się na jednym ;) Do dziś gdy zakładam łyżwy przypomina mi się moja pierwsza wyprawa na lodowisko,podczas gdy ja rozbijałam kolana dziewczyny dobrze się bawiły komentując moje poczynania,jak widać oczyma duszy widac całkiem niezle ;)
Był wspólny śmiech,były łzy,były kłótnie,ale ja przede wszystkim czułam że nie jestem sama,że mam wsparcie,że ktoś mnie rozumie,pocieszy,a jesli trzeba da kopniaka.
Szkoda że się skończyło tak jak się skończyło...
Blog to nie to samo ale jak sie nie ma co się lubi to się lubi co się ma.
Święta się zbliżają,jak zwykle nastroju jakos nie czuję,odpoczywać też nie poodpoczywam bo w drugi dzień idę zarabiac na miniratki,zaraz po świętach robię remanent a wieczorkiem 27,12 znajomy ortopeda mnie potnie,znaczy się oddam mu rękę. Pod skalpel. Mam nadzieję że rozprawi się z moją cieśnią nadgarstka raz na zawsze! A potem rekonwalescencja-miesiąc bez obciążania ręki,masakra,dobrze że choć bieznia mi zostanie!!!